Ach ten styl!

Harmonijny styl biegacza, fantastyczna sylwetka, łatwość pokonywania dystansu, płynność giganta z Jamajki. Usain Bolt talent olimpijskiego złota i król rekordów świata. Styl do kopiowania przez studentów Akademii Sztuk Pięknych. Antyczna rzeźba w ruchu? O tak! Styl, jakże ważna rzecz. Mówi się o paryskich kobietach z Montmartre, długonogich piękności z Martyniki, dżentelmenach w melonikach spieszących do londyńskich teatrów i kreacjach kobiecych z sal operowych świata nie tylko z La Scali. Styl. Może być rozchełstany i rozwichrzony, może być powściągliwie unurzony w czerni. Włoski błękit koszul i brąz butów do granatu czy czerni. Charakterystyczny fason. Wyróżniający kogoś z bliska i daleka bez wydawania głosu. Styl jazdy na motorze i w biegu, w gestykulacji i głosie albo kojącym nerwy albo budzącym z głębokiego snu. Osobowość i styl.

Czy sylwetka legendarnego Nowozelandczyka Ivana Maugera, który zdobył sześć tytułów świata była charakterystyczna? O tak, rozpoznawalny nawet z samej góry Stadionu Śląskiego. A jeszcze wcześniej rudowłosego Anglika Petera Cravena? Jasne! Stylowo atakował Amerykanin Bruce Penhall i pięknie był ułożony na motocyklu Edward Jancarz. Przeglądnijcie zdjęcia, taki sam styl złapał Piotr Świst. Można nałożyć zdjęcia na siebie, takie same figury. Styl bycia i styl jazdy, styl ubierania się i prezentacji. Oryginalność nie zawsze musi być elegancka. Odrzućmy jarmarczność od eleganckiej prostoty.

Słyszę kiedyś w TV z zawodów głos mówiący o tym, że nie może rozróżnić sylwetki żużlowca. Czy mamy teraz rozmazanie stylów i nie można nikogo rozróżnić na pierwszy rzut oka? O tak. Styl narzucają szkoleniowcy, nie zawsze się sztuka udaje, gdyż zawodnicy mają różne predyspozycje. Ale X nadaje taki styl, Y wcale, a trzeci  nie wie o co chodzi, bo sam jest nijaki. Czy Wiesław Jaguś ma sylwetkę do zapamiętania? Tak, ma. A nasz najlepszy zawodnik Tomasz Gollob? Też, jego styl szosowy rzuca się w oczy gdy przy maksymalnej szybkości mija rywali pod bandą. Sprint zawodnika wyciągniętego na motocyklu niczym zając wyskakujący w szalonej ucieczce spod miedzy. W sporcie mamy różne szkoły, jak w malarstwie ale style rzadko teraz są widoczne. Popatrzcie na elitę wiodącą w serialu Grand Prix: kaskaderski Nicki Pedersen, rozpędzony  siłowo Jason Crump, kalifornijska finezja krawężnikowego Grega Hancocka, skuteczna zwyczajność Leigha Adamsa. Inni, szarpiący się Andreas Jonsson, podobnie nierówny w szybkościach Rune Holta. Dalej gromada podobnych zawodników wygrywających start i pędzących do przodu albo przegrywających moment pod taśmą i szukających rozpaczliwie rozwiązań pod bandą lub na kredzie krawężnika. Czy możemy oświadczyć z czystym sumieniem mają styl?!

Piszę o tym, bo zawsze chwile szkolenia młodziutkiego chłopca są najważniejsze. Układ ciała na motocyklu, zgranie z kierownicą, dostosowanie całości do pokonywania dystansu, zwinność sylwetki w momentach dramatycznych. 

Igrzyska Letniej Olimpiady w Pekinie pokazały nie tylko piękno ludzkiego ciała, jego harmonijność w walce o medale ale i charaktery w przygotowaniach do tak ambitnej rywalizacji na świecie. Nie wiem czy miss igrzysk zostałaby Paragwajka rzucająca oszczepem, choć odległości były takie sobie ale uroda na poziomie intratnej oferty z Hollywoodu. Może. Charakter naszych wioślarzy czy Szymona Kołeckiego albo Leszka Blanika czy Mai Włoszczowskiej jest podręcznikowym przykładem sportowego ducha, stylu na sportowej arenie i poza nią. Szymon Majewski pchnął kulę po złoto a dysk Piotra Małachowskiego poleciał też po taki sam medal. Bezpośredni mocarze bez kompleksów, bez udawania kogoś innego, taniego pozerstwa i wszędobylskiej umysłowej impotencji jaką się czasami obserwuje u niektórych sportowych niespełnionych karier. Sympatyczny dyskobol chciałby zostać kapralem, przed zawodami przyznał szczerze, że śniły mu się kobiety. Szczerość do bólu bez zakłamania. Jeden z internautów złośliwie pytał, czy rączki były na kołdrze. Szczerość za szczerość a dysk leci po złoto.

Jeden z polskich działaczy zasypia na trawniku w wiosce olimpijskiej. Nie możemy się oderwać od stereotypów, które jak wspomniał reżyser „ Piłkarskiego Pokera” Janusz Zaorski ciągną nas w dół. Jacek Wszoła złoty medalista w skoku wzwyż z Montrealu’76 mówi o konieczności współdziałania resortu sportu ze szkolnictwem każdego typu. Nie mamy niestety powszechnej kultury sportowej. Nie możemy wyskoczyć z niemocy organizacyjnej sportowych związków tak, jak i z liczby posłów w sejmie, która to gromada nie zmienia się od lat i ludzie zastanawiają się czy nie wystarczyłaby nam połowa mniej. Statuty polskich związków są przestarzałe i hamują dopływ młodych umysłów, zbudowania nowego stylu myślenia w pracy. Dotyczy ten problem także Pezetmotu i poszczególnych jego komisji, które utwardzają chore schematy, mnożą niepotrzebne koszty nie tylko samochodowych delegacji a działacze obsługujący imprezy z ramienia górnej półki związku nie mają najczęściej „na dole” nic do powiedzenia. Czy zatem nie lepiej wysyłać na takie zawody sportowe autorytety, które budzą respekt u stojących na podium?!

Tradycja. Moda. Styl.

Kto jest autorytetem dla zawodnika zaczynającego karierę czy ojciec były zawodnik czy szkoleniowiec bez większych sukcesów sportowych? Dylemat. Tam już na pierwszym stopniu schodów kariery dochodzi do potknięć chyba, że obie strony opiekuńcze inteligentnie się mijają w procesie wychowawczym i nastoletni adept nie jest świadkiem destrukcyjnej dwuwładzy. Jakże ważny jest styl pracy. Artur Boruc zanim musiał go ukarać trener reprezentacji już podobne wyskoki na boki uprawiał w Celticu. Na Ukrainie wszystko się wysypało. Boruc ma klops, jego kompani i jego opiekunowie, bo szkoda zostawić ten bałagan na boku. Polski sport jest z jednej strony taki charakterny jak Kołecki czy szeregowy Małachowski albo taki rodzinnie piękny jak Blanik a z drugiej otoczony wczorajszymi schematami nie do akceptacji już dziś. Nie ulega wątpliwości, że nie każdy ma taki autorytet jak Bogdan Wenta wśród piłkarzy ręcznych i dlatego warto czasem słuchać stylowych ludzi i łapać ich złote myśli do swojego ogrodu szkoleniowego.

Żużlowy świat nie ma dziś super klubu, nie ma reprezentacji gwiazd i nie ma takiego charyzmatycznego asa, który byłby na ustach wszystkich i przyciągał do siebie fanów obu płci w różnym wieku a większość piszczała z zachwytu, kiedy taki mistrz byłby wśród nich.

A zatem czekamy na nową gwiazdę, grand idola, który byłby nie tylko czarodziejem w speedway’u ale indywidualnością dla innych, o choćby takim Tonym Rickardssonem tańczącym nie tylko na żużlu. Takim czarnym Boltem z białych plaż Jamajki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s