Prostowanie bólu

Życie prostuje czasami okrutnie charaktery, do bólu. Pół biedy kiedy ten ból nie wykracza poza poszkodowanego, rodzinę. Gorzej kiedy dramat ma wymiar znacznie większy przekraczający przykrą codzienność i doskwiera niemiłosiernie. Łagodzenie bólu trwa miesiącami, latami. Nadzieja umiera ostatnia, ten wyświechtany slogan pasuje do nie jednej sytuacji.
 
Idol i as, a jeden ułamek sekundy wypadku przekreśla wszystko. Wiek nie jest istotny, ważny dramat człowieka. Otoczenia bliskiego i dalszego. Pierwsze dni oblepione są słodkim współczuciem, potem oddala się ono i ginie, zostają w kręgu dramatu tylko te najbliższe osoby, które muszą obcować z nieszczęściem. Dni biegną coraz wolniej, miesiące długie jak lata. Czas robi się nie do wytrzymania, pozostaje walka z samym sobą. Jak z cieniem. Ile trzeba mieć samozaparcia, ile hartu by ta szara codzienność była do przetrwania.
 
Zawodnik zostaje okaleczony przez los na torze, bywa że i poza nim. Tragedia jest tragedią obojętnie gdzie ma miejsce. Środowisko jest zwarte kiedy ceni idoli w pełni sławy oraz wtedy, gdy nagle wypadek przerywa karierę. Środowisko jest mocne przez solidarne wspieranie każdego, kto potrzebuje pomocy. Tak powinno być, ale bywa inaczej. Niestety.
 
Żużlowcy na każdym kroku mogą być poszkodowani. Taki to sport, gdzie czyha niebezpieczeństwo w każdej sekundzie walki na torze. Łokieć w łokieć, pierś w pierś. Pneumatyczne bandy nie zawsze przytulają bezpiecznie lądującego w takich „materacach”.

Publiczność niejednokrotnie milknie jak na komendę kiedy zawodnicy nieruchomieją w karambolu jak martwi. Znamy tę złowrogą ciszę do chwili aż zawodnik wstanie na nogi. Cud. Nie zawsze się zdarza. Wypadki wyglądające koszmarnie kończą się na niczym. Niewinne incydenty przynoszą konsekwencje zamieniające pory roku w szarość nie do wytrzymania.
 
Środowisko żużlowe. Warsztaty, służby pomocnicze. Szkoleniowcy. Sędziowie. Spikerzy. Działacze. Prezesi o różnych wymiarach kapeluszy. Zapaleńcy kochający ten sport z rodzinnymi wyrzeczeniami. Jedni zarabiają, drudzy dorabiają, jeszcze inni mają satysfakcję, że tylko współuczestniczą w tym zbiorowym szaleństwie.

Czy to środowisko jest spójne, czy tylko wiąże je sukces? Czy jest prostolinijne, czy lubi zafałszowania w imię wytyczonego celu? Jakie jest w tej wojnie nerwów, walce o punkty, o tytuły drużynowe, indywidualne. No jakie?
 
Zawstydzające pytania?
 
Idole poklepywani, uwielbiani i chłostani. Kibice nie należą do łaskawych, wyrozumiałych. Potrafią wynieść na ołtarze i zmieszać z błotem. Nic nowego, taki sportowy los tych , którzy wybrali kariery w obrębie żużlowego toru, także innych wymiarów hal i boisk. Wszędzie to samo, czy USA, Australia, Moskwa czy Londyn, albo Meksyk lub Grecja. Tarnów  czy Rzeszów, Gorzów albo Zielona Góra, Toruń lub Częstochowa. Ząb za ząb. Oko za oko. Szanujemy siebie nawzajem?
Publiczność żużlowa jest sympatyczna w swoim obrazie, na widowni małe dzieci, ciotka idola  i szwagier asa. Żona i narzeczona. Jak mówi mój przyjaciel jedna wielka familia od meczu do meczu, od kotleta do kotleta zjedzonego w Lesznie albo w Gdańsku. Karczek z grilla i piwo, folder do ręki, i bujaj się Fela, bo dzisiaj niedziela i nasi jadą jak trzeba.
 
Krzysztof Hołyński ma dar głosu z nieba. Aksamitny, zna środowisko od podszewki i jego też znają. Czy dalej tak jest? Towarzyski i lubiany, potrafił być serdeczny i tak zakręcony, iż ludzie mieli uczucie uczestniczenia we wspaniałej fieście jak podczas karnawału w Rio. Nie wypada mi przypominać ale wybaczcie, że jeszcze na łamach „Sportu” pisałem lat temu bodaj kilkadziesiąt, iż Krzysztof ma szanse być następcą niezapomnianego i nietuzinkowego sprawozdawcy wielu sportów redaktora Jana Ciszewskiego. Tak się jednak nie stało. No cóż, sprawa nie jest taka prosta i wywołany do nobilitacji chyba wie najlepiej dlaczego.
Krzysztof Hołyński, gorzowianin, sprawozdawca  stadionowy wynajmowany na prestiżowe turnieje i mecze. Panowała powszechna opinia, iż kiedy trzeba zrobić atmosferę na imprezie, to Hołyński potrafi. I tylko on. To była prawda, ale ta prawda też była okrutna, ponieważ wiązała się z nie fałszowaną popularnością Krzysia od Pragi po Tarnów, od Rybnika po Zieloną Górę. Popularność bywa budująca i niszcząca, nie zawsze można sobie poradzić z jej nalotem. Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wieść, iż żywotnego Krzysztofa dopadł /dwa lata temu/ złowrogi wylew. Takie przypadki zwykle są nagłe. Rehabilitacja jest droga i żmudna. Przede wszystkim kosztowna, przypomina kopanie studni bez dna.

Tutaj posłuchacie Krzyśka przed hymnem Stali Gorzów. 

11 

Początki były owiane nadzieją, potem czas robił swoje i czyścił portfele. Ratowanie zdrowia w takich przypadkach jest katorżniczą robotą o czym wie niesamowicie zharmonizowany z przyrodą Krzysztof Cegielski, zawodnik kreowany kiedyś na wielką gwiazdę polskiego i światowego żużla, również gorzowianin. „ Cegła” ma instynkt pracoholika  i niespotykany zasób sił. Nie każdy tak potrafi walczyć w poszkodowanym życiu. Cegielski ma problem ale może poruszać się i spełnia telewizyjną misję w wymiarze jakiej nie miał szczęścia właśnie Krzysztof Hołyński. Cóż za paradoks życiowy. „Cegła” może poruszać się w ograniczonym wymiarze lecz mówić i mówić wspaniale bez ograniczeń. Hołyński mający dar mowy nie może tego dokonać. Dwóch gorzowian, dwóch Krzysztofów i życiowe pętle.

Słynny pojedynek Adamsa z Krzyśkiem Cegielskim: 

 

Życie jest brutalne chyba już z narodzenia. Czasami coś odbiera, czasami daje. Życie jest także wielkim kompromisem. I bywa okrutnie niezrozumiałe. Dlaczego? Pytanie bez odpowiedzi pozostaje głuche na bicie serca.

Zaszczepiający radość na widowni Krzysztof Hołyński potrzebuje pomocy. Sam się nie upomni, rodzina także. Potrzebuje i kwita. Ten, który z mikrofonem w ręce ciepło ubarwiał stadiony i łagodził obyczaje jest w dużej potrzebie, bo zwalił go z nóg nieludzki los.

Wiem, że zrobili niektórzy dużo, ale pozostali mogą  zrobić to samo albo i więcej. W środowisku żużlowym raz po raz padają ofiary i nie ma na to żadnej siły. Żadnej!

Życie nie oszczędza nikogo, szczęścia dostępują nieliczni. Przykre jest takie pisanie o prawdach oczywistych. Na progu nowego roku przypominam o cnocie solidarnej postawy środowiska, które jest małe, nie jest zwarte i nie jest familijne, jakby to się wydawało bywając na stadionach. Paradoks polega na tym, że Krzysztof Hołyński potrafił zawsze na stadionie stworzyć cudownie rodzinną atmosferę, więc zróbmy wręcz konieczny rewanż dla ratowania jego zdrowia. Czuliśmy się lepiej, kiedy on prowadził spikerkę na stadionie, niech poczuje się teraz i on lepiej.

Zasłużył. 

z3846543n

****************************************

POMOC DLA KRZYSKA HOLYNSKIEGO!

Środowisko sportowe całej Polski pomaga Krzysztofowi Hołyńskiemu. Dwa dni temu minęło osiem miesięcy od kiedy Krzysztof Hołyński, człowiek-instytucja, znany w Gorzowie dziennikarz i spiker, ale też poeta, miał wylew krwi do mózgu i próbuje wrócić do zdrowia. Przyjaciel Krzysztofa Hołyńskiego, gorzowski fotografik Mirosław Wieczorkiewicz zbiera środki na jego rehabilitację. „Powrót do zdrowia jakby się zatrzymał. Co prawda chodzi przy pomocy czterogłowej laski, ale chodzi z trudnością, ze względu na paraliż prawej strony ciała” – opowiada Mirosław Wieczorkiewicz. „Nim Krzysztof wróci do pisania czy mówienia, mogą minąć miesiące, a nawet lata” – dodaje Wieczorkiewicz. Pieniądze potrzebne są nie tylko na rehabilitację, ale także na życie – rachunki, jedzenie.

Mirosław Wieczorkiewicz zwrócił się o pomoc w zorganizowaniu akcji do szefa Lubuskiej Federacji Sportu, Bogusława Sułkowskiego, ten zgodził się bez wahania udostępnić konto bankowe Federacji. Przez dwa dni odnotował już sporo wpłat – nawet kilkusetzłotowe. „Pieniądze napływają z całej Polski i na wielu przelewach widnieją również życzenia zdrowia dla Krzysztofa Hołyńskiego – mówi Bogusław Sułkowski.

Podajemy numer konta dla osób, które chcą wesprzeć Krzysztofa Hołyńskiego: 
Bank Zachodni WBK S. A. I Oddział w Zielonej Górze 
nr 97 1090 1535 0000 0000 5306 8535 
z dopiskiem „KRZYSZTOF”

Więcej: http://www.gorzow.pl/aktualnosci/1222_Pomoc_dla_Krzysztofa_Holynskiego

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s