Plocha draha i Praha

O żużlu będzie między wierszami, więcej o klimatach stolicy Czech, jej atmosferze, choć przyznam się szczerze, iż nie potrafię oddać klimatu Pragi, jej uroku o każdej porze roku oraz dnia i nocy. Jest piękna jak niczym jej panujący strzeliście złotem i czernią, królewskim majestatem Hrad. Zamek spogląda znad Wełtawy na stare miasto jak czuwający stróż nad wszystkimi uliczkami, placami, turystami, dobrem i złem. Jak pisał mój ulubiony Bohumil Hrabal nasączony winem i piwem, Pragę trzeba przejść na nogach żeby poznać jej charakter.

No to poszedłem, nie raz, nie trzy, uwierzcie mi nie zliczę. Było nie minęło i strasznie szybko przeleciało.
Pierwszy raz byłem tam na żużlu już w 1974 roku. Ile minęło lat? Wstyd przyznać, lecz nie jestem damą. Polubiłem to miasto od razu i bywałem na przemian: raz na tenisie stołowym zazwyczaj wiosną w starej hali Parku Fuczika i na Markete na żużlu. Plocha draha zawsze tam była, choć są jeszcze tacy, co pamiętają zawody na przepastnym stadionie Strahovie. W Mariańskich Łaźniach pierwsze zawody odbyły się w 1925 roku. Szmat czasu. W Pradze w 1928 roku, na Strahovie w 1933 roku. Stare dzieje jak piwiarnie i winiarnie praskie. W 1929 roku Zdenek Pohl zdobył pierwszą Zlatą Prilbę w Pardubicach, tradycyjny tak obrosły legendą turniej na którym nie wypada być, tak jak ongiś w tychże Pardubicach  na gonitwach koni podziwianych przez koronowane głowy świata a słynny rów z wodą kaleczył rozpędzone rumaki do bólu. Taka wredna przeszkoda na torze Svitkova. Zostawmy jednak Pardubice, bo one zasłużyły się w ponad 60 – letniej tradycji na rozdział suwerennie potężny. Praga. Zawsze tam miałem przygody dotknięte chyba duchem wspomnianego Hrabala. Bywałem w tym starym hotelu Paryż, o cudownym klimacie austriackich konwenansów wykształconych przez panowanie Franza Józefa. Bywałem tam kiedy było trochę biedniej po okresie prosperity i teraz, gdy jest tam światowo świetnie. Ciągle mi Hrabal przypomina książką ducha Bambino di Praga, jego opowiadnie „ Obsługiwałem angielskiego króla” sfilmowane mistrzowsko przez Jirziego Menzla/ Oskar za „Pociągi pod specjalnym nadzorem”/ w klimacie Złotej Pragi. Poczytajcie, zobaczcie, warto. No ale może nudzę fascynacjami Hrabalowo – praskimi? Nie? Jeszcze doczekacie się epizodu plochej drahy. Robię zatem łyk Staropramena, prosto z beczki. Pilzneńskie złoto zostawiam na noc. Na skraju Parku Fuczika fantastycznego parku praskiego tam u góry na zakręcie pod kasztanami znam myśliwską gospodę, gdzie można spotkać tych samych gości o godzinie dwunastej w nocy i następnego dnia o dwunastej. Mają moc. Ile kufli tyle radości. I Szwejkowych opowieści.

Pamiętam Pragę z okresu nadziei i ucieczki do USA tenisistki Martiny Navratilovej i gry tenisistów światowej rangi z Ivanem Lendlem czele. Hokeistów najlepszych na świecie podejmowanych przez prezydenta Vaclava Havla  w pałacu Żofin, tam gdzie byłem kilka lat temu na jesiennym Kongresie FIM. A pamiętacie drżenie świata kiedy powódź Wełtawy zaatakowała stare miasto wlewając się uliczkami i straszyła Most Karola. Nie dała rady! Wytrzymał pod okiem Hradu.

Plocha draha. Klub na Markete nazywał się Ruda Hvezda, teraz Olimp. Antonin Kasper i syn Antonin, ale i Jirzi Stancl, popularny Jirka był mistrzem nad mistrzami. Pardubice miały swoią jesienną Zlatą Prilbę na Praga eliminacje mistrzostw świata, finały kontynentalne. Jeszcze Slany przedzielały w kalendarzu imprezy praskie. RH była stołeczna, tam na górze na Breznovie gdzie już potem jedzie się w stronę Pilzna mały stadion był przystankiem dla Maugera, Olsena, Nielsena, Muellera. Przypominają się pierwsze kółka Egona na tym torze, kto wtedy mógł przewidzieć, że ten Niemiec o płowych włosach jak len, otoczony ładnymi dziewczynami zostanie w 1983 roku mistrzem świata. Szybko to zrobił, nauczył się jazdy mając świetnego bawarskiego majstra Otto Lantenhamera.

full_34

Tam na stadionie kręcił się już wtedy Petr Ondrasik. Rocznik 1951.Zaczynał w Brezolupach, a w RH na Markete był od 1970 roku. Startował w lidze angielskiej w „Wilkach” Wolverhampton. Wielokrotny reprezentant Czech na różnej rangi turniejach. Jest trzykrotnym finalistą indywidualnych mistrzostw świata, startował w finałach MŚ par i drużynowych. Pochodzi ze Żlina, dawny Gottwaldov. Dziś doktor praw, działacz, były trener. Można śmiało powiedzieć, że bez niego nie było by speedway’a nad Wełtawą. Polskę zna tak, jak i praskie mosty  i zaułki. Jest aktywnym animatorem światowych turniejów  na Markete. Ten stadion zmienił oblicze, dobudowano segment potężnej trybuny z zapleczem, który uczynił obiekt funkcjonalnym i gotowym na wytrawne wyzwania organizatorów Grand Prix.

Dr Ondrasik pilnuje aby Praga widniała w wykazie turniejów Grand Prix. Nie dał sobie wydrzeć tej imprezy pozbierał sponsorów i na razie jest dobrze. Zagranica lubi przyjeżdżać do stolicy Czech, jest tam swojsko i naturalnie, stadion wprawdzie kameralny ale miasto fascynuje swoim charakterem i warto tam raz do roku być, albo jak mówi mój znajomy o każdej porze roku, bo miasto wtedy wygląda inaczej i inaczej smakuje walorami. Też tak mi się wydaje, bez potwierdzenia śpiewu Vondraczkovej i Gotta.

02082008006


Petr Ondrasik, którego znam od wielu lat nie wyobraża sobie by Praga straciła taki turniej gwiazd. Tradycyjnie po każdej Zlatej Prilbie w poniedziałki odbywa się tu jeszcze Memoriał Lubosa Tomiczka. Ale serial Grand Prix jest zupełnie innym ekscytującym wymiarem z dużym udziałem polskich kibiców.
I będzie jeszcze, gdyż burmistrz Pragi Pavel Bem dostrzega atrakcję plochej drahy w swoim mieście. Czesi lubią wszystkie sporty, mają bardziej popularne niż ten z Marketa, choćby zborna hokejowa. I futbol, gdzie z Czechami walczymy o udział w mistrzostwach świata. W Parku Fuczika widać świtem i potem także, jak ludzie lubią biegać, jeździć na rowerach, grać w tenisa. Blisko 30 kortów zbudowanych na Stromovce może zaimponować każdemu. Co roku poziom  tam jest wyższy pod każdym względem. Jadę do centrum…
Kawa  blisko wieży ze słynnym zegarem na Staromiejskim Rynku smakuje wybornie. Gdzieś tam grają dixilendy, tłumy ludzi z całego świata syte wrażeń, idę pod Prochową Bramę, Most Karola prowadzi na ten gigantycznie wystrzelony do góry Hrad. Praga  tajemniczych mostów, czerwonych dachów i waniliowego koloru domów. Jesienne liście jak kartki wirują, ktoś nuci „ Na strahovskych hradbach” i nagle poetycznie „ Kde domov muj”, czeski hymn. Romantycznie? Zawsze. Po Pradze trzeba chodzić i nadsłuchiwać.
Kiedy nocą płynąłem Wełtawą stateczkiem, który spod filarów Mostu Karola skierował się do  brzegu gdzie stoi na wzgórzu władczy Hrad zobaczyłem miasto mrugające przyjaznymi i rozbawionymi do przymglonego świtu światłami, przyciągającymi turystów od Tokio po San Francisco co roku. Rozłożysta dyskoteka Lavka została w tyle, stary jak świat hotel „ Pariż” też, lecz wspomnienia jednak nie…Musicie mi uwierzyć nawet bladym świtem.

No to tyle na dziś o tej Pradze, nie tyle żużlowej, co zniewalającej turystycznie. A w tym malowniczym krajobrazie tradycyjnie tkwi oczywiście Ondrasikowy speedway, zjawisko raz do roku światowo towarzyskie niczym spotkanie urodzinowe przyjaciół zakochanych w ściganiu zwanym plocha draha oraz zauroczonych klimatami miasta o nazwie Praha.

Petrze, na Boga, nie wypuszczaj żużla znad Wełtawy, bo stracimy okazję przyjazdu do miasta z którego zawsze żal wyjeżdżać, o czym na wszelki wypadek przysięgam na hrabalowskie Bambino di Praga. 

http://www.speedway-prague.cz/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s