Palikot na tor

Jak ten czas leci, pędzi jak szalony. Ledwie skończyły się ostatnie wyścigi  sezonu, jeszcze czujemy zapach metanolu a już myślimy o nowych przeżyciach. Jaki był ten sezon, jakie zostawił wrażenie na polskim gruncie i na międzynarodowej arenie, no jakie te odczucia mamy na zimowe dni? Za oknem śnieg sypie, a w sercu tamte, gorące dni.

Mistrzem świata został zasłużenie Nicki Pedersen, Duńczyk pędził przez rundy Grand Prix tak aby zostać po raz trzeci mistrzem świata. Nie jest wyrazistym mistrzem, skutecznym bojownikiem na pewno, uczestniczył w kontrowersyjnych wyścigach gdzie decyzje sędziowskie były różnie oceniane. Zwycięzców się nie sądzi; Nicki zmobilizował swoje środki finansowe, przygotował cel na rok 2008 i dopiął swego mimo uciążliwego bólu urologicznego w drugiej połowie serialu. Ścigali go w końcówce zahartowani w pogoniach za lisem, ale lis okazał się chytry do końca. Nicki zasłużył na mikołajkowy prezent bez rózgi, dobre wakacje na Martynice na przykład i osobiście życzę mu nadal kontrowersyjnych, acz bezpiecznych dla innych i siebie wyścigów, bo ten speedway niby światowy w istocie martwieje. NP ożywia jednak atmosferę.
Skoro jestem przy serialu Grand Prix, skostniałym w przegubach, to ogranicza się on do tych samych poletek i jak tak dalej pójdzie to będziemy mieli po trzy polskie Grand Prix, po trzy duńskie, tyle samo szwedzkich i angielską wersję Cardiff. Wygoda i marketingowy luz. Trasy ustalone, menu także, te same hotele i te same stragany przed stadionami. Super Grand Prix made in… China? Oj, nie, a John, Ole i reszta pospólstwa FIM.
Radzę dobre rózgi przygotować ale kto kupi i kto się odważy. Nie ma takich. My, Polacy? Cichosza byle nas wybierali a my latali po świecie… No dobra lećmy dalej.


Gonił Nickiego, może nie tyle jego co Grega Hancocka Tomasz Gollob i nie ślepy los okazał mu się przychylny. Dogonił Jankesa na bydgoskim torze i dorzucił do kolekcji brązowy medal. – „Traktują nas jak zwykłe numerki”, powiedział Greg, a kwestia dotyczyła przeniesienia ostatniej imprezy z Gelsenkirchen do Bydgoszczy. Jego wypowiedź łączy się z poprzednim akapitem. Zawodnicy nie mają nic do powiedzenia, choć w Gelsenkirchen protestowali solidarnie. Nabrano kibiców na przejażdżkę do Niemiec z różnych stron Europy.  – Nic tak nie kształci wyobraźni, jak podróże – powiedział kiedyś jeden z czołowych prominentów żużlowych powracając z Rumunii w czasach, kiedy jeszcze nie zastrzelono tam przywódcy narodu. Raju nie ma i na Jamajce, choć niektórym wydaje się, że tak. Tomasz Gollob w kolorze brązu, ciekawe czy załapie się do dziesiątki najlepszych sportowców w Polsce największej sportowej gazety, choć rok 2008 jest olimpijski i trochę medali uzbieraliśmy. No i jeszcze jest bezmedalowy ale uwielbiany Robert Kubica w niemieckim bolidzie i tenisistka Agnieszka Radwańska, która może uczyć nawet weterana Fibaka.

Młodzi polscy żużlowcy udowodnili na wiejskim torze w duńskim Holsted, że są najlepsi na świecie. Ograli przede wszystkim Duńczyków, a jeszcze Australijczyków, którzy ratują speedway od wykastrowania z miana światowego. A gdzie Amerykanie z filmowej krainy USA Arnolda Schwarzeneggera? No gdzie?
Gollob ponad wszystkimi w Polsce i złoci juniorzy. Zdyskontowanie sukcesów nie nastąpiło w słynnym warszawskim hotelu Sheraton jeszcze w starym roku, gdyż przeniesiono imprezę na styczeń roku 2009. Pewnie prezes Pezetmotu miał jakieś zagraniczne tournee, spieszę więc donieść jako senior doradca Piotrowi Szymańskiemu z Giekażetu, iż kto szybko daje dwa razy daje. W styczniu będzie wspomnienie tego, co już było jesienią. Można i tak ale dlaczego?

Z pękiem fajnych róż pędzić trzeba na Dzień Kobiet do kobiet, bo one zaczną jeździć na żużlu. Męska w działaniu wielkopolska ostrowianka Kinga Wachowska, choć nie brakuje jej należytych kobiecych wdzięków, dopięła swego i amazonki dosiądą motocykli oficjalnie, zatem „Playboy” może szykować sesję. Kinga jest warta motocykla i ścigania się z  facetami, którzy chyba nie będą mieli sumienia wywieźć jej w płot. A ona może ? Chyba tak.

Jeszcze o kobietach. Marta Półtorak wydała w Rzeszowie sporo ze swojej firmy na żużel. Marma Polskie Folie sponsorowały nad Wisłokiem tyle, że drużyna była ekstraligowa. Miała pani Marta odwagę powiedzieć dość, jako kobieta mężczyznom, którzy zadawalali swoje jakże czasami przeciętne ambicje. Nie wszyscy jednak zadawalali jej ambicje. Kto w Mikołaja przyjdzie do byłej prezes? Już liczę. Jak to się mówi, każdy dobry uczynek będzie ukarany… Na Boga, nie.

Numer rzadkiej urody wywinął zasłużenie dla siebie i swojej rodziny oraz fanów Adam Skórnicki. Mój imiennik zdobył bezdyskusyjnie tytuł mistrza Polski i to tym bardziej cenny, bo na familijnym torze w Lesznie. Skórnicki jest zawodnikiem elokwentnym, zna speedfach, dochodził do kunsztu pracowicie na angielskich torach i niech mi nikt nie mówi, że jak się chce to się udać nie musi. Jest ponadto efektowny na torze, usprawnił w tym sezonie starty, trzyma się krawężnika jak nie jeden prezes klubu i pędzi po amerykańsku wyginając się jak dobra skóra na motorze do mety. Jak go przelotnie znam, to nie odpuści Mikołaja rodzinie i sam przyniesie worek z prezentami. W perspektywie mamy imieniny, fatalne bo wigilijne Zawsze niezmienne przy karpiu. W tym samym czasie, co nadredaktor Adam Zając na dodatek, więc chyba przyjadę po świętach do Leszna. Na kaczki do Pawlickich. Żużel jako światowy jest tak po prawdzie europejski i nie wiem po co owocuje edycja pn. UAEM z kategoriami rozlicznych rozgrywek, które nie mają żadnego prestiżu. Po prostu są i tyle. Kiedyś padną, nie wiem tylko kiedy, choć mi różni nieprzychylni podpowiadają kiedy. Polski żużel jest silny juniorsko, wyostrzony seniorsko przez Tomasza Golloba a budżety klubowe oszałamiają ekstraligowo. Zawsze nam jednak czegoś brakuje. Złotówki przysłowiowej dla rodaka i złota solowego do duetu z Jerzym Szczakielem. W Polsce mamy przerosty bogactwa nad możliwościami, mamy zdolnych juniorów, którzy niestety nie gonią mistrza Golloba i ten jest uciskany ciągle przez PRESJĘ.

Tak mi się wydaje przewrotnie, że speedway  przeżywający ostry kryzys w Anglii, o wiele cięższy niż światowa recesja finansowo – gospodarcza, zdołowany w kilku miejscach na polskich torach np. w Pile czy Lublinie potrzebuje takiego kopa, który da znów nadzieję. Nadzieję dla nas. Mas szerokich. Potrzebna jest wolta kadrowa i organizacyjna. Minister sportu nie da rady nawet latem. A więc?


Kiedy widzę i słyszę Janusza Palikota, posła niepokornego z  Lublina, który jest niesłychanie konsekwentny w swojej walce z cudacznościami made in Poland, to zastanawiam się czy nie byłby przydatny w żużlu nie tylko jako sponsor w Lublinie ale jako gorzki naczelny satyryk wad i promotor dobrych biznesowych ruchów w żużlowej materii. W końcu ma doświadczenie w utarczkach z prezydenckim pałacem, ma  wyczucie sejmowych trendów i koligacje w świecie, gdzie czasem żołądkowy toast rozwiązuje trudne problemy i sytuacje nie tylko w przebraniu Mikołajowym. Ciekawe co powiedziałby w Canal Plus Grzegorzowi Milko gdyby ten zapytał posła ile może dać na reanimację żużla w Lublinie np. Toniemu Rickardssonowi? I jeszcze … Już widzę jak pędzą do niego Gollobowie, Ułamek, Holta, Protasiewicz, Drabik, Kowalik i Żyto. Kasa przecież jest. No i ta „niepoliczalna” osobowość Palikota!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s