Mistrz nie musi być złoty

Pytam Czecha Petra Ondrasika, który jest byłym reprezentantem  swojego kraju i organizatorem praskiej Grand Prix od początku, czyli nieprzerwanie od 1997 roku czy wyobraża sobie te turnieje bez udziału Tomasza Golloba a on bez wahania odpowiada, że nie, tak jak i nie widzi trybun bez polskich kibiców. Stadion na Markete, kiedyś Ruda Hvezda, dziś Olymp ma na sumieniu wielu sławnych wychowanków Czech na żużlu. Jirzi Stancl był mistrzem  ale i Tony Kasper, podobnie jak i jego ojciec z którym widziałem się na turnieju. Polacy przyjeżdżający do Pragi na ten kameralny stadion mają niezłą zawsze zabawę. Teraz mieli zafundowany występ Jożina z Bażin. Mają też dla siebie urok Pragi z jej atrakcjami, tradycyjnie dobre piwo a na śniadanie… vejca mihane czyli jajecznicę. Miałem okazję zobaczyć uroki Pragi z Wełtawy na statku nocą, a wierzcie mi, że to miasto tak samo jest czarujące dniem, jak i w nocy albo bladym świtem, kiedy budzi się skacowany duch Bohumila Hrabala, jego opowieści z dymem cygar i atmosferą staroczeskich piwiarni, winiarni.

Dr praw Ondrasik nie wyobraża sobie Pragi bez Golloba i polskich kibiców ale i żużlowy świat chce przyjeżdżać do Pragi. Stadion średni a wygodna wybudowana trybuna daje perspektywę miasta i pozwala na urządzanie wszelkich wygód dla gości. Jest co potrzeba, nawet w tym starym domku klubowym, gdzie kiedyś urzędowali wielcy rangą mundurowi. Trzynasta Grand Prix Czech przyniosła zwycięstwo Nickiemu Pedersenowi, który skrzętnie powiększa swój dorobek punktowy i jak powiedział sam Tomasz Golloob trudno dogonić tak zorganizowanego mistrza.-Ma świetnie przygotowany sprzęt, dodał nasz mistrz, który  nadal jest w ścisłym kontakcie z Jasonem Crumpem oraz Gregiem Hancockiem.- Walczę o medal do końca.
A do końca jeszcze jest kilka turniejów, w tym bydgoski mityng na torze znanym Tomaszowi jak własne konto. No to jak, będzie medal? Hm, hm…

Popatrzmy we wnętrze serialu. Sędzia Marek Wojaczek po seryjnych błędach w Cardiff już odpocznie od zajęć na łonie GP.W Pradze znaleziono zastępcę Szweda Kristera Gardella i wypadł dobrze. Nic tak nie mobilizuje jak konkurencja. Nikt też nie jest bezbłędny, każdemu może zdarzyć się wpadka ale nie można przekraczać granicy krzywdy i dlatego trzeba szukać arbitrów aby uniknąć podobnych sytuacji. Wyznaczanie na cały sezon może dopingować ale również utwierdzać w przekonaniu „ jestem niezastąpiony”. Życie weryfikuje jednak postawy, koryguje ludzkie błędy. Na turnieje GP sędziowie powinni być nominowani w trakcie sezonu z szerokiej kadry arbitrów. Każdego będzie to kształtować inaczej w zależności od charakteru. I podobnie powinno być w naszych ligach, bez ustalania z góry wybrańców na dany sezon bez układu: ci do Ekstraligi a reszta do kolejki.


Kiedy patrzę na grupę trzymającą władzę w mistrzostwach świata dochodzę do wniosku, że przegraliśmy kadrowo wszystko. W grupie sędziów pozostaje Wojciech Grodzki, syn Andrzeja. Dyrektorem SGP od początku jest Duńczyk Ole Olsen, który mentalnie świetnie dogaduje się z szefem CCP FIM Norwegiem Royem Otto. Tak a propos FIM pozbył się żużlowego „bałaganu” i oddał konfitury Anglikom a oni teraz podzielili się z Amerykanami. Sekretarzem SGP jest były sędzia Anglik Graham Brodie, technicznym komisarzem jego rodak były zawodnik Jim Mc Millan. Medialnie pomaga Olsenowi Anglik Phil Rising z londyńskiej „Speedway Star”. Wszystko jest poukładane. Polacy organizują dwie Grand Prix i niech zarabiają na innych, także podejmują się przygotowań drużynowego Pucharu Świata, do którego nikt specjalnie się nie kwapi, a my u siebie jesteśmy złote chłopaki. Fajnie, nie ma co! Wiceprezydent FIM, prezes PZM Andrzej Witkowski razem z Andrzejem Grodzkim skutecznie sami utrzymują się w gronie światowego i europejskiego żużla. Nikogo nie dopuszczają, poza Wojciechem Grodzkim. W łonie FIM powoli szykują się zmiany, bo członkowie mają swoje lata. Na razie tyle, temat jest trudny acz do ugryzienia i będę publikował kulisy, bo to ciekawy przyczynek do polskiej mentalności „ po nas choćby potop”.
Ile taki Petr Ondrasik jako organizator musi płacić haraczu aby organizować turnieje w Pradze wie on sam aż za dobrze, gdyż gniecie go ten problem  od turnieju do turnieju. Musi mieć  sponsorów, mało mu zostaje, byle na remis mówi się w kulisach serialu GP. Grupa trzymająca władzę w tym serialu nie patrzy na nic, ma zabezpieczenie i mają niezły dochód już na wstępie dzierżawcy tej imprezy. Układ jest chory od początku. Kiedy wszystko na wstępie chwiało się jak listek na wietrze polska strona dołożyła wielkich starań by utrzymać serial ale nie zabezpieczyła sobie żadnych gwarancji. Żużel jest w kryzysie i odnoszę wrażenie, że w takiej konfiguracji turniejów SGP kryzys będzie się pogłębiał. Kiedy w trakcie serialu/ vide  Krzysztof Kasprzak/ dochodzi do załamania i braku motywacji, proponuję aby regulamin zmienić i dać szansę opuszczenia tego miejsca i oferować komuś innemu w imię zdrowej rywalizacji i zadośćuczynienia kibicom, podniesienia atrakcyjności widowiska. Nic tak nie upokarza jak zniechęcenie i konieczność rywalizowania mimo przeciwności losu. Tak bywało z wieloma zawodnikami w przeszłości, że musieli orać a nie mieli ani zdrowia ani czym orać. Ani za co kupić sprzętu. Czy nie można dać szansy innym? Raczej trzeba!

PRZED nami kolejna Grand Prix w szwedzkiej Malilli. Mały stadion i duża presja dla Szwedów. Na tamtych torach dobrze jeżdżą także i nasi reprezentanci, z Vastervik wszyscy dopingować będą chyba Tomasza Golloba. Różnice pomiędzy nim a Hancockiem i Crumpem są małe ale za nim podąża Hans Andersen. Ścieżka jest wąska a ludzi na niej sporo i nie wszyscy się zmieszczą.

       Czy można powiedzieć, że Nicki Pedersen jest już prawie pewny mistrzostwa zapytał mnie Robert Sitnicki z Nsportu TVN. -Pewny może nie, odpowiedziałem, ale wszystko wskazuje na to, że go zdobędzie.
        Ma świetne motocykle i dobrze zorganizowany team dodał Tomasz Gollob.


Sprzedam jednak na koniec taką jeszcze refleksję. Kiedy jestem w parkingu i przyglądam się żużlowym stajniom, mimo super teamu Nickiego, jednak brakuje mi terminatora, charyzmatycznego nauczyciela na tym polu, zawodowca, który wzbił się na sam szczyt maestrii czyli Szweda Tony Rickardssona. On był pierwszym w świecie żużlowym, który pokazał jak ma wyglądać team profesjonalnego zawodnika. Tony będzie w Malilli, lecz niestety już tylko jako historia.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s