Czkawka po Cardiff

Duża i odnawialna skutecznie jak lokata w  banku. Grand Prix Anglii  w Cardiff zgromadziła około 50 tysięcy widzów spragnionych dobrych wyścigów i zwycięstwa znów w błyskotliwym stylu w jakim rok temu dokonał błyskotliwy Chris Harris. Z błyskotliwości przez rok stracił dużo i odarty jest z tej skutecznej agresji filigranowego Brytyjczyka fruwającego po każdej szerokości toru. Stadion Millenium zapełnił się widzami po brzegi i pompatyczną muzyką i stylowymi ogniami niczym pochodnie Nerona kiedy zawodnicy mijali metę. Kiedyś na Wembley przy takich okazjach był wystrzał triumfalny. Dziś mamy płomienie przypominające przedsionek… piekła. Oj, tak. To był ostatni turniej Grand Powtórek na sztucznej nawierzchni. Wcześniej na kopenhaskim Parken tor był jak stół, a wcześniej na Ullevi w Goeteborgu zawody trwały ponad cztery godziny, gdyż nawierzchnia była dobra dla Jeepów niż dla motocykli. Jak się okazuje można przygotować dobrze tor/ Kopenhaga/ i spaprać robotę do cna narażając zdrowie zawodników na dotkliwe uszczerbki. Z tym problemem muszą organizatorzy uporać się drastycznie, bo nie wyobrażam sobie w przyszłym roku takich fuszerek pod okiem dyrektora GP Ole Olsena. Raz można a dwa razy nie? W czym rzecz  Mr. Ole? Gdzie tajemnica? W Kopenhadze był u siebie, Szwedzi oraz Anglicy nie sprostali zadaniu. O ile Szwedzi przekonali nas do tego, że nie mogą jakoś poradzić sobie z przygotowaniem sztucznej nawierzchni, to Anglicy jak sobie przypominam z autopsji dawne finały na Wembley czy White City robili karkołomne dziury na torze naturalnym i mieli problemy z sikawkami.

W Cardiff było fatalnie i jak powiedział Tomasz Gollob tor był nieprzejezdny. Zdobył tylko cztery punkty bez walki, jakby bez wiary w swoje maszyny i niestety obsunął się w klasyfikacji generalnej. Wróci do natury i musi odrabiać straty. Rune Holta jest tak nierówny jak niektóre właśnie tory. Krzysztof Kasprzak  nie dorównuje. Słyszałem taką opinię jednego trenera, że „jak on się zepnie, to nic mu nie wychodzi”. Fajne określenie  w sporcie…Wniosek aby się nie spinał…A czy sportowiec może się nie spinać? Zostawmy zmagania natury z psyche.


Niektórzy się ścigali jak gazele. Imponujący pracowitością bez szczęścia  Jankes Greg Hancock i powracający do wielkiej gry silny jak tur „kangur” Jason Crump. Raz Jasona poszarpały dziury przed metą ale opanował jak cowboy podczas rodeo swój motocykl. Jak Wańka –  Wstańka wypadł lider serialu GP Duńczyk Nicki Pedersen. Leżał, wstawał doganiał motocykl, uciekał z toru i był wszędobylski. Doświadczył w każdym razie smaku toru. Jego rodak po kontuzji Bjarne Pedersen wyjechał z Cardiff zgorzkniały, taki sam piołun dał wypić sędzia zawodów Marek Wojaczek Australijczykowi Leighowi Adamsowi. Obaj zostali wykluczeni za nic i te decyzje wypaczyły niestety sens zawodów.


I tak z jednej strony mieliśmy nawierzchnię trudną, co podkreślali wszyscy uczestnicy, oczywiście zawsze w takich sytuacjach jednym się udaje przetrwać a drugim nie. Z drugiej strony mieliśmy splot pomyłek polskiego arbitra. Nie pierwszy raz ale mam nadzieję, że ostatni. Każdy może mieć słaby dzień, Marek Wojaczek taki miał i powinien odpocząć od trudnych decyzji. Dawno nie widziałem tak rażących werdyktów mocno krzywdzących ścigających się na  karkołomnym torze.


Zastanawiam się nad zjawiskiem serii błędów. Sięgam do 1973 roku do pamiętnej daty i zwycięstwa Jerzego Szczakiela na Stadionie Śląskim w IMŚ. Niemiecki sędzia za grad pomyłek/ głównie lotne starty/ został odsunięty od sędziowania przez FIM. Wtedy razem z sędzią choć w innym miejscu stadionu był jeszcze tzw. Steward FIM. Dziś mamy Jury FIM, funkcja sędziego, który nadal jest carem turnieju obrośnięta jest w wianuszek notabli z ramienia FIM i BSI. I co z tego wynika? Ano nic. Wszystko po staremu. Lepiej czasem poczekać pięć minut dłużej obejrzeć akcję i wydać werdykt prawdziwy, po konsultacjach i dyskusji. I nie wstyd nawet zmienić decyzję, a brudnym wstydem zapisanym w kronikach jest decyzja wypaczająca sens sportowej rywalizacji. Dlaczego kiedy sędzia popełnia pomyłki nie ma „ korektora” z FIM?


Grupa trzymająca władzę w serialu GP przed  sezonem dokonuje wybrańców sędziowskich. W tym gronie zrutynizowanym nie ma rywalizacji, nie ma wejść nowych ludzi, którzy stworzą naturalną  konkurencję i wytrzebią pomyłkowiczów. A poza tym z góry ustalona obsada powoduje uśpienie i destrukcyjną rutynę. Vide ostatni turniej w Cardiff.


W takiej sytuacji uczestnicy serialu GP powinni oprotestować  po pierwsze przygotowania torów a po drugie obsady sędziowskie. Bez konkurencji, ustalanie ciągle tego samego sędziowskiego stoliczka prowadzi takiej sytuacji  z jaką mieliśmy do czynienia  na walijskim gruncie. Przeszłość nie ma nic do referencji, liczy się aktualna forma, predyspozycja. Sądzę, że Marek Wojaczek przekonał środowisko do zmiany systemu obsad sędziowskich. Jest jeszcze jedna sprawa, którą chcę wybić. Jeśli zawodnik polni gafę może być ukarany, czyw przypadku arbitrów poza odsunięciem od prowadzenia prestiżowych zawodów stosuje się jakieś formy kary? Nie! A nic tak nie koryguje i prostuje jak kara finansowa za zepsucie widowiska. Jeśli za takie wyczyny jeszcze się płaci, to nic się nie zmieni?


Pewne uwagi dotyczą także lokalnego środowiska czyli polskiego. A ten rok nie jest najlepszy. Może dlatego, że przestępny?


Tłumne Cardiff i glorię Crumpa mamy za sobą. Mamy też czkawkę po niby jazdach Tomasza Golloba, nieudanych szarż Rune Holty i eksperymentach Krzysztofa Kasprzaka. Jak to jest, że ten trzeci w lidze angielskiej czy szwedzkiej wygrywa  z tymi przeciwnikami z którymi potem w GP odstaje? Gdzie jest blokada?


„Materace” na torach idą w odstawkę i zaczyna się już do końca walka na naturalnych torach. Tak a propos, proponuję światowym działaczom oddzielenie letniego serialu GP od sztucznych torów a zostawienie ich na okres zimy. Dwie tury GP, letnia pod gołym niebem a zimowa pod dachem. Projekt do dyskusji na już!  A teraz, co?


Praga powita uczestników sierpniowym urokiem, wcześniej zaliczony zostanie drużynowy Puchar Świata na równym i ubitym torze Olsena w Vojens. Ole potrafi tam zrobić tor. Polska broni złota a bronić jest trudno nawet na świetnej nawierzchni, bo wszystko zależy jeszcze od towarzystwa. A towarzystwo jest znane z chęci wygrywania zawsze i wszędzie. Proszę mi powiedzieć jak to jest, że są tacy zawodnicy, którzy nawet we mgle i po dziurach jadą wspaniale i nie narzekają na pobocza?  No cóż, nie każdy ma mentalność uśmiechniętego 37 – letniego Hancocka czy zwycięskich Hiszpanów, którzy radośnie wygrali piłkarskie ME. Jak powiada Zbigniew Boniek, każdy sukces odmładza a porażka postarza. A Zibi zawsze strzelał tam, gdzie trzeba.
 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s