416 m udręki bez ekstazy

Tak, udręki. Bardzo źle zasypia się po takich zawodach, po karkołomnych wyścigach. Bombonierkowy stadion Ullevi w Goeteborgu okazał się strasznie obciachowy i niebezpieczny dla uczestników  trzeciego turnieju z serii Grand  Prix. Po trzech  godzinach walki kiedy około godziny 22.00 jeszcze niebo było w dziennym błękicie turniej stał pod znakiem zapytania. Kiedy normalnie impreza taka się kończy, w Goeteborgu czekało nas niewiadome zakończenie.

A zaczęło się od wspominek od faktu położenia sztucznego toru już kilka tygodni temu, mając w pamięci niegdysiejszy horror na rwącym się jak nie umocniony brzeg rzeki torze i powtórce z rozrywki pod już przykładne dyktando dyrektora serialu GP Duńczyka Ole Olsena i nawierzchni czerwonej jak tor w duńskim Vojens. To było kilka lat temu. Historia Ullevi w żużlowe historie jest bogata i tam na normalnym torze Nowozelandczyk Ivan Mauger zrównał się pięcioma tytułami mistrza świata ze szwedzkim legendarnym Ove Fundinem. To było 21 lat temu! W 1984 roku na torze betonowym jak autostrada w nudnym finale zwyciężył Duńczyk Erik Gundersen  faworyt Olsena. Tor był totalnie skrytykowany, bo uniemożliwił walkę na dystansie. Start i fru do mety, taka była recepta na turniej. W 1991 roku wygrał znów Duńczyk Jan O. Pedersen a rywalizacja była o tyle ciekawa, że drugi był późniejszy gwiazdor Szwed Tony Rickardsson. Ullevi pożegnało się z torem żużlowym, bo przygotowywało się do lekkoatletycznych mistrzostw świata  i powróciło do niego w  wersji niefortunnych sztucznych  nawierzchni, takich swoistych materaców z dziurami jak sprężyny. Dziwi mnie niepomiernie fakt powtarzanych błędów, ponieważ Szwedzi kochają speedway, mają doświadczenie i dobry sprzęt. Jest jakaś tajemnica w tym „ materacu” na Ullevi.
Ostatnie zawody były corridą i cud nad cudami, że nie doszło do tragedii. Wypadki, zwłaszcza Duńczyka Hansa Andersena mogły mieć konsekwencje długotrwałe. Dziury były na tyle niebezpieczne, że nie wytrzymywał sprzęt i zawody stanęły pod znakiem zapytania.

Uliczny wyścig F – 1 w Monte Carlo to pryszcz wobec skandalicznego toru, gdzie jeżdżono w myśl „może się uda i przeżyję.”

Oglądałem turniej z kilkoma znajomymi. Nie wszyscy wytrwali do końca, zostaliśmy w dwójkę, bo wysiedzieć cztery godziny i oglądać powtórki do znudzenia i mieć niepewność końca bulwersuje. Jedna trzecia poszkodowanych w tych zawodach powinna otrzymać odszkodowania od organizatorów. Stworzenie niebezpiecznych sytuacji też bywa odpowiednio traktowane i sankcjonowane. Czy zawodnicy mają coś do powiedzenia w tej sprawie? Anglik Anthony Steele pogubił się w całokształcie tej sytuacji. Serial reżyserują Anglicy plus wspomniany Olsen. Zdominowali wszystko i mamy… zero zmian, konserwatywne podejście i urządzanie widowisk już powoli do znudzenia. Byle do Cardiff mawiają…Byle do Gelsenkirchen już mawiają niektórzy.

W tym momencie znów stawiam tezę i dopóki mi sił starczy będę ją powtarzał, że indywidualne mistrzostwa świata w takiej formule są nudne i mało wyzwalające sens sportu, niespodziewany sukces kogoś nieznanego, jakiś szczyt niewiadomej. Jedno wydarzenie raz w roku! Nie jestem przeciwnikiem serialu Grand Prix, owszem niech będzie ale niech to będzie maksymalnie sześć turniejów coraz to w nowych miejscach; od Tokio przez Dubaj po Los Angeles. A MŚ zróbmy w formule tradycyjnej, z eliminacjami i finałem, który znów zabłyśnie w oczach. Nie wiem, kto wpadł na pomysł aby jeszcze promować Grand Prix  w kategorii juniorów, co w ogóle ukatrupi dyscyplinę. Bez sensu! Zastanawiam się dlaczego działacze międzynarodowego szczebla, jakby wygodni w tym zaskorupiałym myśleniu, nie zastanawiają się nad rozwojem żużla, jego promocją. Wykonanie takich numerów jak na Ullevi odrzuca na kilometry tych, co pierwszy raz przyszli na speedway, a co gorsza zainwestowali w wycieczkę i przeżyli nie dynamiczne, trzymające w napięciu zawody, tylko ponad 4 godzinny horror z bólem karkołomnych wypadków i ambulansami w tle. Czy ktoś może wreszcie potrząsnąć skostniałym towarzystwem spod znaku FIM. Norweg Roy Otto, szef światowego żużla serwuje wraz ze swoją kompanią co roku „ kotlet raz”. Olsen dotrwa do emerytury a potem dalej pociągnie ten wózek, sekretarzem jest Anglik Graham Brodie fajny facet, były sędzia na emeryturze ale nie wychyli nosa, bo ma klawe życie. Sędziowie wybierani z szuflady, Niemiec Frank Ziegler chyba najlepszy, bo jeszcze nie zmanierowany. Towarzystwo ogólnie jest zgrane. Super VIP – y, Gold VIP – y i VIP – y.

I tak oto „brazylijski” serial może trwać latami, z ziewaniem, sygnałami karetek i elitą prawie czterdziestolatków.

Kto zatem da sygnał rozsądku? Anglicy? Absolutnie. Konserwa, trzymają władzę. Polacy? Wykluczone, bojaźliwi o swoje stołki w FIM. Czesi? Znamy ich, podobni nam. Duńczycy? Przeciw Olsenowi? Nie! Szwedzi? Może ktoś, ale kto Krister Garder, sędzia szefował grupie na Ullevi. Nie widzę w gronie Trzech Koron odważnych. Niemcy? No, no. Z Niemcami bywa różnie. Rosjanie? Finowie? Ukraińcy, Włosi?  Towarzystwo nieliczne ale śliczne, jak mawiała pewna dama. Kto do boju pierwszy, kto ma koncepcję? I w tym jest problem nr 1. Nie raz pisałem i mówiłem, że powinien wylecieć głos z Polski, takie mamy moralne, historyczne, przesłanki dokonań w tym sporcie!

Wracając do crossu na Ullevi. Tomasz Gollob raz na wozie, raz pod nim. Krzysztof Kasprzak kiedy dopasował się do turnieju pora była go kończyć. Norweg z polskim paszportem Rune Holta wywinął rzadkiej urody numer w finale. Miał przeciwników nie byle jakich, bo Nickiego Pedersena / jeszcze się nie rozkręcił/ Jasona Crumpa / rozkręca się/ i rewelację ze Szwecji Fredrika Lindgrena, który wygrał część zasadniczą z kompletem punktów. Kiedy rywale zajęli się sobą na prostej Rune w stylu gollobowskim/ ba, Roberta Kubicy!/ pod bandą na super szybkości, mając pod kołami cudowną przyczepność minął rywali a przewaga jaką uzyskał była niezagrożona. Wyczyn dwukrotnego mistrza Polski przejdzie do historii, a on osiągnął w ekstazie życiowy sukces na tych 416 metrach udręki.- Kocham speedway i ściganie – powiedział Holta. Jest nieobliczalny. Nauczył się w drugiej ojczyźnie żużla, a ducha walki ma wypełnionego polską determinacją i szaleńczą fantazją. Kiedy nauczy się słów Mazurka Dąbrowskiego?


Przed nami dwa „materace” w Kopenhadze i Cardiff. Nicki ucieka, reszta goni. Serial trwa w najlepsze, acz wytrzymać ponad cztery godziny jednorazowo nie ma konkurencji. Niektórzy wybierają wtedy spacer z psem.
 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s