Jadą i niosą “pola”, hej!

ducati-speedway-motorcycle-625x417

I zaczęło się; lepiej, gorzej, wspaniale i średnio. Premiera polskiej Ekstraligi, jedynej na tej planecie, bo gdzie indziej nie ma. Maski kryły mimikę. Był rechot z byle czego i wrzaski, po których dzieci uciekały sprzed telewizora, jakby któryś z polityków dał głosu do wiwatu. Krzyk jest dobry, ale w piwnicy. Dobrze, że m.in. redaktor Jan Ciszewski tego nie słyszał. Jak premiera, to premiera. Było “ślizgo” oraz inne dziwolągi, a na torze lało, wysychało, zawieszeni, nie zawieszeni ścigali się, bo hulaj dusza, gdy pozwalają dawać czadu. Fajnie. Deliberacje, czy można jechać na takim torze czy nie – zostawmy wreszcie arbitralnie sędziom, bez presji jakiejkolwiek, tak było przez długie lata, dziś mędrcy świata, monarchowie grzebią tam, gdzie nie powinni. Brakuje kibiców, bo oni organizują atmosferę, zawodnicy ciągle powtarzają, że jeżdżą dla nich, nie do końca, bo najważniejsze co innego. “Wyklęty fighter żużla” Piotr Pawlicki jr. dał popis w Gorzowie z Bartoszem Zmarzlikiem, w którym ostatnia solówka należała jednak do mistrza świata. Koncert jazdy na krawędzi zawału, lecz speedway nie jest dla tych, którzy liczą tylko na start albo demoniczne gonitwy pod bandą. Rosjanin Artiom Łaguta sześć razy szybko wygrywał w Częstochowie, w przemoczonym meczu. Artysta, mołodiec.

Żużel jest wielowarstwowy, mieszanka techniki, dojrzałości, fantazji, odwagi piekielnej. Takie ściganie jak tych dwóch pokazało w Gorzowie Wlkp. przechodzi do historii pojedynków. Jazda na cool torze, bez faulu, do wstrzymywania oddechu i szalonej radości na mecie. Można być happy.

“Manewry” na starcie znowu niestety były, obawiam się, że będą podpatrywane przez nudziarzy po aptekarsku: kto wcześniej mrugnie powieką?! Panowie opanujcie paranoiczne podejście do tego męskiego sportu. Niech powtórki nie psują widowiska i niech traktory nie robią na torach atrakcji na siłę.”Maglowanie” rozciąga mecze, turnieje. Tempo musi być cenne, cierpliwość ma granice.

 

Nowy układ tabeli wyścigów trafiony, jak udany prezent. Niektórym wydawało się, że mogą a niestety mecze pokazały, że przenoszona ciąża wymaga “technicznego” leczenia. OPERACJA polska Ekstraliga jest na obrotach i będzie dokazywać – gdzie tylko się da, lecz nie ma zgody na pomyłki, każdy punkt na wagę cito faktury. Młyn zaczyna mielić.

Wspomniałem o startach, proponuję nagradzać tych… co dłużej zostaną pod taśmą, za chwilę zapomnienia, bo ci, którzy imponują refleksem albo jak się uparcie powtarza “wstrzeliwują w start” są karani. Obłęd. Rozumiem ewidentny ruch zawodnika pod taśmą ale trzeba kaprawego oka/ jest taki jeden teleextra obserwator/ by zgnoić refleks, uznać jako “kradzież startu”! Jacy złodzieje, gdzie policja? TRWA upiorne polowanie na startowych złodziejaszków. Jak długo? Szukanie winnych pod taśmą jest chorobliwe /dżuma?/.

 

Ale… sędzia Remigiusz SUBSTYK w Lesznie dał postartować zawodnikom, pewnie znowu mu się oberwie od malkontentów procedur, nie szkodzi… Niech puszcza tych, co mają refleks! Tego uczą w szkółkach, a potem jest idiotyczna kołomyja pod taśmami.

WSZYSCY uczestnicy żużlowych meczów byli nienaganni w przestrzeganiu rygorów, obostrzeń regulaminowych nad którymi krąży groźny wirus w koronie. Nie ma zbliżeń, nie ma zdejmowania masek, brakuje tylko zbroi. Podobno zakazane nawet… myśli sexy. A piłkarze grają bark w bark, spływa pot, mamy wywrotki jeden na drugiego. SPEEDWAY PL wzorowy, nie wiem jak jest w szatniach ale sądzę, że sanitarni, klubowi komisarze wiedzą co robią. Mycie jest luksusem. A kibice przed ekranami TV, nie mogą się przewietrzyć w nadmiarze na stadionach, choć w galeriach handlowych ścisk, podobnie w świątyniach, na ścieżkach rowerowych, byle gdzie. Czegoś nie rozumiem: łażenie po sklepach dozwolone a siedzenie na stadionach w odległościach nakazanych, z obostrzeniami sanitarnymi, zagrożeniem?! Co lepsze: powietrze i wiatr czy brudy klimatyzacyjne w handlowych centrach? Głupota nie jest samotna. Pączkuje jak wesela. Teatr bez widzów jest tylko próbą dla aktorów. Brakuje adrenaliny, oddechu widza, kichnięcia, oklasków i wybuchów entuzjazmu. Oh, Rolling Stones grają, wyobraźcie sobie na pustym stadionie, w hali bez ludzi? Nie dajmy się ogłupieć w szaleństwie pandemicznym; zresztą epidemie mają różne oblicza: objawowe, bezobjawowe, dramatyczne, tragiczne, schizofreniczne, z oznakami grubych oszustw i cudownie ocalonych pacjentów.

Towarzystwo żużlowe PL zademonstrowało zdyscyplinowanie i… wygłodzenie po długiej przerwie. Ryba bez wody zbliża się do ości. Polski speedway pokazał organizację meczów z ładnymi, firmowymi maskami bez mimiki. Był dryl.

I jeszcze jedno, dlaczego tylko w żużlu przepytuje się w miejscu, jakby nie było intymności sportowej rywalizacji, czyli w parkingu osoby w emocjach a w innych sportach nie ma rozmów w szatniach, tylko przed zejściem z boiska, z parkietu tam, gdzie człowiek powinien czuć się swobodnie. Bez podsłuchu, bez oka kamery. Męska gra mało męska. Refleksja retoryczna, lecz ten “cyrk” wylansowany przed laty jako atrakcja reporterska mało wnosi w takim wydaniu do obrazu wydarzenia. Bywają nagłe głupie pytania i podobne w stylu odzywki. Człowiek/ zawodnik/ potrzebuje chwili wyciszenia, kilku minut oddechu, poskrobania się za uchem i nie ma ochoty na odpowiedzi.

KIBICE oczekują w domu naturalnego wytchnienia a tu ryk reportera ogłusza, TV czy radio? Przecież widzimy co się dzieje, bywa, że fani wyłączają krzyki i śmichy. Wystarczy obraz. Jak krzyczeć, to przy sztormie a nie do czułego mikrofonu… Modulacja głosem jest talentem, można nakręcić emocje nie tylko ryczeniem na pełny głos. Cichooooosza… Jaka ulga.

No i te pola… niosą, jadą, jakaś obsesja. W końcu kto jedzie zawodnik czy “pole startowe”? Slang – małej, dużej, pola, etc. jest trudny dla normalnego widza. Tłumaczenie tego wszystkiego komuś, kto pierwszy raz zasiada przed tv, rozprasza uwagę transmisji i zabiera czas. Proponuję zatem wydać słowniczek żużlowego obciachu. Autorzy są, zawodowcy etatowi oraz naturszczyki forever, słowa wstępne może od profesorów Jana Miodka i Jerzego Bralczyka. Będzie hit i jasna sprawa w obszarze tajemnic czarnego sportu. Czarne może okazać się białe. Znamy przecież takie szachy.

No właśnie, mój przyjaciel fan zagorzały żużla po felietonie, w którym proponuję dymisję szefa światowego speedway’a Włocha Armando Castagny, za brak pomysłu na rozwój tego sportu, podpowiada, że przecież jest wieloletni działacz struktur Międzynarodowej Federacji Motocyklowej / FIM/, szef Rady Nadzorczej Ekstraligi, honorowy prezes Polskiego Związku Motorowego Andrzej Witkowski, który może objąć ster światowego żużla. Nasz człowiek, szef ligi, która rządzi elitami, animator m.in. Grand Prix. Da radę, jak zawsze do tej pory, zatem do dzieła! Kto za, kto przeciw?  

Żużloholicy /- holiczki/

buzzaldrin-1280x720

 

Zbadani wirusowo na Covid 19, po kwarantannach, wygłodniali na jazdy jak wilki na owieczki, spragnieni zarabiania. Ścigania, wygrywania, emocji. Adrenaliny, która ładuje każdemu sportowcowi “akumulatory” do życia. Wyselekcjonowana grupa zawodników I ludzi im potrzebnych do imprez jest gotowa z minusowym wynikiem testów. Żużel łapie powietrze na stadionach. Data 12 czerwca jest symboliczna, podobna niemal pierwszemu krokowi człowieka na Księżycu. Zostawmy jednak wszechświat, spadnijmy na ziemię. Jeszcze w rezerwie “drzemie” armia kibiców, żużloholików,  – holiczek dodam, bo speedway uwielbiany jest przez płeć, która od zarania dziejów podnieca mężczyzn. Na razie w Polsce trwa popuszczanie rygorów związanych z zakażeniami, znikają maseczki, choć prawdę mówiąc trzymajmy je w pogotowiu. To samo rękawiczki, bo wirus jeszcze nie odleciał, krąży zdradliwie jak zaraza, więc lepiej ręce mieć czyste jak łza. I odkażone. Kibice zasiądą przed telewizorami, muszą uzbroić się w cierpliwość, na pewno określona przepisami liczba fanów będzie wcześniej czy później wpuszczona na stadiony. Piłkarze już otworzyli boiska po pandemii, zagrali mecze przy pustych trybunach, smutnie karuzela zakręciła interesem.

SPEEDWAY. Polska w ostatnich latach jako “matka” ligowej egzystencji elity światowej a raczej europejskiej, przejęła postpandemiczne obowiązki uruchomienia spirali. Jak będzie przebiegać ten proces pokaże czas, bo do tej pory nie było takiego przypadku. Wirus wywołał balans wszystkimi elementami sportu, jego przygotowań, przebiegu imprez. Teatr bez widzów jest lustrem księżycowego krajobrazu. Czekamy na pomysły przejściowe, chyba/ ?!/ nie brakuje ludziom odpowiedzialnym za speedway inwencji/?!/. W następnym felietonie o dziwnej zapaści międzynarodowych władz a FIM istnieje od 1904 roku! Zaćmy warto leczyć. Resetować tradycje póki nie jest za późno.

PREMIERA sezonu zwykle miała miejsce wczesną wiosną, bywały lekkie opóźnienia, gdy zima robiła psikusy, jednak ocieplenie globalne powodowało w ostatnich latach dotrzymywanie terminów kalendarzowych. Gdzie marzec a gdzie czerwiec? Epidemia wyrzuciła brutalnie za burtę wszystko, co było przyzwyczajeniem, normalnością w życiu na planecie. Kilka miesięcy trwogi zrobiło wyłomy, które wcześniej czy poźniej dotkną poszczególne sektory naszego życia. W tym sportu także, vide kłopoty finansowe takiej potęgi jak Boska Barcelona. Kontrakty reklamowe, umowy medialne weryfikuje pieniądz. Gospodarka światowa wpadła w potężny dół. Każdy ma swoje problemy, nadchodzą jak tajfuny, prognozy trzeba rozważać i ustalać warianty. Podziwiam optymizm niektórych bossów, którzy jakby zamknięci w swoim kokonie nie widzą jutra i pojutrza. Sport finansowo już dawno zdziczał, kontrakty gwiazd np. futbolowych wyśrubowane zostały niebotycznie. Milion euro tygodniowo jest gażą normalną? Z jednej strony mamy świat umierających dzieci z głodu, z drugiej szaleństwa kontraktowe klubów. Bez dostrzegania realiów a ludzie chętnie korzystają w rozbiórce sejfów. Jest ogromna różnica między bramkarzem, piłkarzem obojętnie jakiej funkcji na boisku a zawodnikiem sportów samochodowych, motorowych. Speedway jest ryzykiem, ekstremalnymi wyścigami, które mogą być przerwane nagle wypadkiem skutkującym kalectwem, ba! Utratą życia. Piłkarz w każdej chwili może zagrać źle, bo czuje się słabo, być sfaulowanym brutalnie i długo rehabilitować. Prawda oczywista, druga potężniejsza jest taka, że na torze w walce gladiatorów bez faulu a przypadkiem złego losu karambol lokuje zawodnika w życiowej klatce nieszczęścia. Relacje finansowe pomiędzy asem piłkarskim i nie koniecznie gwiazdorem a wybitnym naukowcem, badaczem i także sportowcem ścigającym się na torze samochodowym, żużlowym jest przepaścią. Czy okres pandemii jest w stanie wyrównać niesprawiedliwość sportowych kontraktów? Wątpię. Za mało nieszczęścia dla rutyny zachowań. Przykłady grymaszenia niektórych, nielicznych zawodników w żużlu na polskiej scenie były niewinne. “Trudne dziecko” z Unii Leszno Piotr Pawlicki jr. ma charakter, który nie pozwala mu na akceptację narzuconych opcji. Dlatego mimo różnych wad, dostrzegam u niego zalety. Wolę z nim stracić, niż z innym zyskać. Zostawmy go w spokoju, wkrótce pokaże co potrafi, Dariusz Ostafiński ma Pawlickiemu jr. sporo do zarzucenia. Nie znam się z szefem żużla “Sportowych Faktów”, jak ongiś z jego ojcem, świetnym piłkarzem/ stoper/, reprezentantem Polski, Marianem/ur.1946, Przemyśl/, który często bywał w redakcji  “Sportu”, gdzie pracowałem, namawiam więc czasem do tolerancji, choć też nie toleruję wybryków w sporcie. Ostatnio ze smutkiem przyjąłem zatrzymanie w sprawie kradzieży lux auta, byłego zawodnika Falubazu Zielona Góra. Ten klub ma pecha do kryminalnych wokand, przypomnę sprzed lat zabójstwo człowieka/też chodziło o auto/ dwóch żużlowców tego klubu, ponadto tamże przykre samobójstwo jednego z talentów. Speedway, raz po raz, nie jest pozbawiony sądowych wyroków, rybnicki niedawny ”wyczyn” byłej gwiazdy, także “fantazja” byłego weterana, robią rysy i potwierdzają zarazem, że zawodnicy są podatni na rozmaite “słabości”. Życie potrafi zaboleć… Najgorsze, kiedy na własne życzenie.

– Głupota bywa hurtowa a mądrość detaliczna, jak napisała polska noblistka Wisława Szymborska. Popatrzmy wokół, posłuchajmy…

No a za kilkanaście dni mamy wreszcie start najlepszych polskich ligowców. Jak wypadnie premiera? Będzie dobrze, tak myślę, zawiruje ruletka, jednak pełnia radości zapanuje, gdy na stadionach “rozstawieni” kibice będą dopingować swoich ulubieńców. Na polski rachunek w determinacji koniecznych obostrzeń i tak będzie dużo więcej żużloholików – czek, niż gdzie indziej poza polskim krajobrazem. Taki nasz spleen.

“Boso” ale w kasku

d174024a5c3471f15788ba865d4213c8-598

Dość już polskiego “tsunami”, hejtów i żartów większości z mniejszością?

Zanurzyłem się zatem w książkowych szpargałach dla oddechu bez maski. Chwile z emocjami szczęśliwymi dla czytelników, wykonawców i widzów trwają w pamięci a kiedy nam źle, wracamy z przyjemnością do takich momentów, bo zapewniają dystans mniejszy, niż 2 metry. Pozwalają na inne myślenie, oddalają bez rękawiczek sprawy złe dla serc. Czy wrażliwość zwiększyła się przez koronawirusa? Nie zauważyłem.

Oglądałem pierwsze mecze piłkarskiej Bundesligi bez widzów, gol z karnego Roberta Lewandowskiego. Pusta widownia w Berlinie, pokrzykiwania na siebie zawodników były tłem dla gry, która przypominała treningowe sesje. Gra w dziada? Coś w tym rodzaju. Ruszyła nasza ekstraklasa futbolowa, też bez widzów, potem polski żużel ogołocony pandemicznie z fanów. Na zdrowy rozum…teatr bez widzów, grają aktorzy. Nie ma oddechu drugiej strony. Co lepsze? Przeczekać trudny czas, zagrać, pościgać się przy spragnionej emocji widowni? Z kanapy nie słychać na stadionie dopingu. Epidemia jakby zrobiła sjestę, drzemie wieszczą lekarze. Dentyści wyrywają zęby z nowym cennikiem za środki dezynfekcji, fryzjerzy obcinają drożej, pociągi w nowej odsłonie szanują miejsca nie koniecznie przy oknie. Cool? Odmrażanie nie uznaje tempa, zamarzniętych rąk nie można wkładać do wrzątku. Ukoronowany wirus krąży, wyznacza restrykcje, które złamane kończą się pod respiratorami. Życie uczy? Historia też? Odporność na wiedzę nie łączy się ze skromnością. Maski kryją twarze, jedni uwielbiają, drudzy cierpią. Maski niektórym już chyba zostaną na zawsze, nie tylko jako pamiątka po zarazie.

Zwinny na boisku as Liverpoolu Sadio Mane z Senegalu przyłapany na ulicy z telefonem w ręce, uwidocznił strzaskaną szybkę w IPhone. Zdjęcie jak zdjęcie, Sadio zarabia furę funtów na stadionach, strzela bramki. Fani: nie stać Ciebie na nowy telefon?

Mane ripostuje, “biegałem boso, umierałem z głodu, po co mi 10 Ferrari, 20 zegarków z diamentami…wolę budować szkoły, dawać biednym ubrania, jedzenie”… Wysyła miesięcznie ludziom w Senegalu po 70 euro, żeby jakoś egzystowali rodzinnie. “By mieli trochę tego, co mnie dało życie”. Sadio Mane, hebanowy piłkarz trenowany przez Niemca Juergena Kloppa, ma cenionego szkoleniowca sportowego i życiowego.

Speedway w polskim wydaniu przygotowuje się na premierę, głównie telewizyjną. Koszty poleciały w dół kontraktowo, nie wszyscy przyjęli propozycje ze zrozumieniem sytuacji, każdy ma inny charakter, inny żołądek i roszczenia. Eldorado Poland dla niektórych się kończy. Komfort egzystencji weryfikuje twarda rzeczywistość.

Na początku historii polskiego żużla słynął on przez długie lata z przywiązania zawodników do klubu, speedway był wzorem poszanowania wychowanków dla tradycji drużyn, regionu. Rybnik, Leszno, Gorzów, Toruń, Zielona Góra, Tarnów… kuźnie kadrowe, talenty ciosane na mistrzów. Trochę inna sytuacja była w “mundurowych klubach”; Bydgoszczy, Gdańska, wcześniej Katowic /Gwardia na Muchowcu/, zawodnicy byli powoływani do służby, choć nie szastano kontraktami, jak w piłkarskich firmach, np. Legii/wojsko/ Warszawa. Nie zawsze sami zawodnicy mimo kuszących ofert chcieli opuszczać rodzinne strony, swoich kibiców. Pamiętam jaka awantura powstała, kiedy Zenon Plech postanowił wyjechać na wybrzeże. Gdańsk kusił jodem i Bałtykiem, nawet… uniwersytetem. Plech zawziął się na zmianę a możni Wybrzeża zrobili resztę. Szum był potężny. Rybniczanie byli jak górnicy, fedrowali razem. Unia Leszno wzór do czasów zagranicznych kontraktów. Nie wspominam innych klubów, tradycyjne przywiązanie do swojego warsztatu było godne podziwu i zawsze powtarzano na polskiej scenie wyczynowej, że żużel ma silne korzenie rodzinne. Czasy się jednak zmieniały i budowanie drużyn ulegało przemeblowaniu totalnemu. Jest grupa, która wędrowała tam, gdzie więcej dawano kasy. Ikona nie ikona, cena grała rolę najważniejszą. I tak chyba będzie, bo brakuje autorytetów, które zwiążą klubowo ludzi z sobą. Polskie żużlowe Eldorado jest jedyne w tym sporcie, mimo pandemii, to nie najlepsza liga Europy, tylko bez konkurencji innych lig i nadal najbogatsza.

Piotr Pawlicki ma rogatą duszę i ma swoje zdanie. Nie jest to lelum polelum i podobnie jak ojciec Piotr, charakterologicznie, nie da sobie w kaszę dmuchać. Można mieć obiekcje, lecz dawni polscy mistrzowie także byli zadziorami. Mierny ale wierny lepszy? Emil Sajfutdinow jest zawodnikiem, który może być mistrzem świata. Inteligentny, sponiewierany przez kontuzje, z medalami na piersi każdego koloru. Jest charakterny. Speedway/ czytaj: działacze/ w Polsce nauczył Emila prawie wszystkiego, nie tylko zresztą jego. Wspominam tych żużlowców, ponieważ wyraził swoje zdanie. Ich prawo.

Ekstraliga, niższe ligi na polskim gruncie wytworzyły atmosferę komfortu bez końca. Prezesi i wykonawcy na jednej lini frontu nie mogli narzekali. No może poza Ekstraligą, forowaną spółkowo zdecydowanie. Ale o istnieniu Grupy Lux można mówić w kategoriach średniej klasy a nie asów od parady. Charakter sportowców jest bardzo zróżnicowany, podobnie zarządzających bossów. W tym małym środowisku wszyscy o wszystkim wiedzą, choć nie mówią tego wprost, raczej konfidencjonalnie po kątach a kąty bywają małe, ciemne, chłonne na informacje z pierwszej ręki, acz nie zawsze. “Tajemnice poliszynela” mają grube portfele. Pandemia niektórym resetuje poglądy.

PREMIERA polskiej edycji ligowej w Polsce tuż, tuż… Trwają uparte targi w sprawie Maksa Drabika; POLADA, która tropi nieuczciwych sportowców stosujących niedozwolone środki, wyda wyrok sprawiedliwy. Zawodnik Maks D. jeszcze nie ukształtowany, z dużym mniemaniem o sobie, / talent z medalami MSj./, jest skołowacony, bo gdzie i czyja wina on wie, biernie uczestniczy w spektaklu, który odciśnie wyraziste piętno. Pamiętam, kiedy przychodził z mamą, babcią na stadion w Częstochowie a wyrastał poza Jasną Górą. Serial Drabika jr z wrocławskiego klubu jest marnym przykładem, co powinien a czego nie robić sport z młodymi ludźmi. Nie każdy ma jednak szczęście mieć do czynienia z Kloppem w Dortmundzie /Błaszczykowski, Piszczek, Lewandowski/ czy teraz w Liverpoolu, wspomniany Mane. Mamy co mamy.

EROZJA kwarantanny

Będzie inaczej w tym felietonie, nie tylko z okazji wielkanocnych świąt, zwykle bardzo radosnych, wiosennych, symbolizujących życie. Wielkanoc w kwarantannie. Maciej Stuhr powiedział w TVN 24, że ktoś nam wyłączył na tym świecie wtyczkę i jesteśmy razem w domach. Zanurzyliśmy się, dodał, w rodzinnych kątach. W myślach, przeszłości, która determinuje przyszłość. Nie wiemy co wydarzy się z nami, ze światem, gdyż “już nigdy nie będzie jak było”. Każdy z nas ma swoje refleksje, których nie można schować do szafy. Na nocne rozmyślania nie reagują tabletki “nasen”. Mocny stres napędza zmory. Nagle sytuacja odmieniła nasze pospieszne życie, zamknęła w domach, telefony stały się przekaźnikiem co dobre, co złe, inne priorytety wyznaczają czas.

Dawno temu /ach, jak te lata przeminęły/, jeszcze w krakowskiej, uniwersyteckiej, młodości napisałem “Zakamarki” :

 

“Nie możesz zamienić co nasze

W pochodnie Nerona

W świeczniki szczęścia bo

Jesteś wtopiona na wieki

W skały i lasy szumiące

Dobrocią

Źródłami nadziei

Wielkiego życia

Jestem niczym wobec drzew

Kwiatów

Ptaków

I ludzkiego łkania”.

 

NIE wpadam w sztuczny etos. Pytają mnie czasem przy różnych okazjach o pesel, patrzą  a do mnie dociera przemijanie. Z jednej strony życie i praca. Wyobraźnia i realia.

Moje CV jest w dużej części związane z przygodami zawodowymi w obszarach sportu, choć nie tylko mocno zaznaczam. Speedway miałem wstrzyknięty bardzo wcześnie, nie wyssałem z mlekiem matki ale w czasach szkolnych uwiódł mnie aż do teraz. W okresie wspomnianych lat studenckich żużel nie był najważniejszym hobby. Miał karencję na inne problemy, potem także, bo priorytety w życiu każdy ma inne i zmieniają się niczym  pogoda. I nastał taki czas, że pochłonął mnie za bardzo, wybrnąłem, uważam, że nie za każdą cenę można tracić ważniejsze cele. Ale jednak tkwię w szaleństwie wyścigów, przeżyłem różne etapy polskich sportów motorowych, kadrowe przebieranki, sam kiedyś też uczestniczyłem w amoku żużlowej działalności i nie żałuję. Były doświadczenia, kontakty, niektóre przyjaźnie zostały do dziś, łatwiej być bardziej rozumianym poza granicami, niż na polskim rynku. Sprawa mentalna od wieków w polskim wydaniu oceny ludzi, lekceważnia, poniżania autorytetów, w czym jesteśmy mistrzami. Kompleksy rugują wiedzę. A teraz w czasie grozy cennik życia nie uwzględnia luksusu.

Muszę odetchnąć, słucham “Crazy” w wykonaniu Amerykanki/z Kalifornii, gdzie kolebka speedway’a USA/ romantycznej Lindy Ronstadt. Polecam Lindę na święta.

 

Wielkanoc anno 2020, bez zapachu metanolu? Drugi dzień świąt, czyli tradycyjny “lany poniedziałek” był przez wiele lat szumnym otwarciem ligowym “żużlowym mazurkiem”. W roku nieszczęścia koronawirusowego będzie inaczej, kibice muszą pozostać w domach, powspominać i być zdanym na przekazy archiwalne w TV. Dobre i to. Na speedway przy otwartej kurtynie przyjdzie nam poczekać bezterminowo, gdyż pandemia nie ma adoratorów, którym cokolwiek daruje. Trzeba pokory, cierpliwości, zrozumienia.

W swojej publicystyce, felietonach nie tylko na tych łamach, innych mediach, “wypuściłem” z duszy trochę rozmaitych pomysłów, walczyłem/ i dalej to robię/ z absurdami, które wirują w sporcie oraz naszej rzeczywistości. Chciałem i dalej marzę, aby speedway w skali europejskiej, światowej odzyskał grunt pod kołami. Betonowy mur trudno skruszyć słowami, potrzebny młot, ale co zrobić jak ten mur ciągle umacniają betoniarze? Empatia bez maski i rękawiczek czeka pilnie na reset. Żużel jest męską grą.

A więc drodzy miłośnicy jazd tylko w lewo: sponsorzy, ludzie “produkcji” tego sportu w różnym wydaniu od prezesów po ochroniarzy, róbcie na swoje możliwości jak chcecie i co chcecie, lecz niechaj skromność skutecznie poleruje wzniosłe ego. Czym różni się mózg od rozumu? Ten pierwszy każdy posiada, a co z tym drugim? No właśnie, deficyt, inflacja. Więc organizujcie ile wlezie, urządzajcie polski żużlowy rynek bezkrytycznie, acz wielką cnotą mieć w sobie chociaż odrobinę samokrytyki. Erozja głupoty niszczy co cenne. Obłudny chichot historii przewraca pożółkłe kartki pamięci. I co dalej?

Świat żużla a Wielkanoc jest okresem spowiedzi w różnych kwestiach, potrzebuje autorytetów z mądrymi decyzjami. Ten sport wymaga reform, nie tylko wobec deformacji kalendarza spowodowanej pandemią; powinien być powołany EXTRA SZTAB KRYZYSOWY/, z osobami kreatywnymi, bez tanich sloganów, zero oklepanych nazwisk, odkrywania tego, co już było. Oto np. jeden z byłych żużlowców, niegdyś Falubaz, lansuje nagle “swój” pomysł i sugeruje/ nie tylko on / na jednym z portali jednodniowy finał IMŚ. Szkoda, że nie wcześniej, potaniała odwaga na kanwie wirusa.

Analizowanie opinii jest wartością dodaną, lecz bez uprzedzeń personalnych. Polski speedway jako wiodący na świecie winien złożyć nową ofertę zagranicy. Słyszałem opinie, że bez importu zawodników/ a walczono kiedyś o to długo/ damy radę, otóż nie, bo nic tak nie uzdrawia jak uczciwa konkurencja. Asy zapewniają atrakcyjny poziom ścigania i nie jest to populizm, raczej pragmatyzm, choć w zaistniałej sytuacji polskie ligi będą ekonomicznie zmuszone do neokontraktów. Tak, jak było, już nie będzie… panie prezesie, panie wice, panie liderze i outsiderze, nie zbudujemy zamków na szkle. Jak ułożyć “klocki”? Zacząć od siebie? Speedway dotknie nieuchronnie recesja, która nie jest widmem a raczej twardą rzeczywistością z którą trzeba się zmierzyć. Nie ma zawodu o nazwie: sportowiec, żużlowiec. Pamiętam, kiedy pilnowano adeptów żeby nie zaniedbywali edukacji. Eskalacja zarobków i obfity kalendarz startów wywindował dyscyplinę wysoko i zlekceważono, co czeka nie tylko emeryta sportowego po zakończeniu kariery. Losowy, pandemiczny cios weryfikuje teraz brutalnie, bezlitośnie a niebezpieczny krach jest przykrym faktem. Wykonawcy żużlowego show, muszą realnie ogarnąć się wokół siebie, fani robili dla nich dużo /frekwencja/, a co oni teraz “dadzą” fanom? Cudu nie będzie, kwarantanny domowe zbliżają, oddalają, trwa bilansowanie budżetu i zdrowia. Świat żyje w strachu, niepewności jutra. Ludzie odchodzą na “drugi brzeg rzeki” w samotności głośnej ciszy, bez względu na wiek…Bezradność.

Chciałbym, żeby każde święta były rodzinnie radosne, bez ograniczeń liczby uczestników, by speedway znów zahuczał w wielkanocny śmigus dyngus. Marzenia? Wymknęło się ogromnie dużo spraw, które muszą odzyskać twardy grunt, bez ekstraligowego hurra optymizmu. Niektóre związki sportowe ratują kluby/ PZPN/, a żużlowe extra towarzystwo myśli… z czego dać. Kiedyś mówiło się, że Polski Związek Motorowy pożyteczny jest i zdrowy. To były czasy niezapomnianego prezesa Romana Pijanowskiego, stratega, auto –  moto dyplomaty. Skończyło się a nie wszystko jest na sprzedaż przecież. Co nam zostało z tamtych, lat?  Dyngus, lanie wody, tłumy na stadionach i radość spotkań na stadionach –  oto wspomnienia piękne i niezapomniane.

Jak powiedział Stuhr jr.? – “Ktoś nam wtyczkę wyłączył”… No tak, stało się i gnębi okrutnie. A najgorsze, że nie wiemy, strasznie zagubieni, jak jeszcze długo. Crazy.

Marka KIBIC tanieje, ZDROWIE drożeje

 

 

Nie ma fantazji, nie ma fałszu, jest prawda. I liczy się wyobraźnia. Amen? Jest walka. Głos jednego z byłych prezesów gorzowskich Stali, który raz po raz zabiera głos ale niestety czegoś mu brakuje, zapowiadał niedawno, że będzie walczył o mecze żużlowe z kibicami. O laboga… Zgubił poczucie rzeczywistości. Taka wada jak grypa.

Sytuacja z szalonym koronawirusem dynamicznie rozwinęła sieci na całej planecie. Z początku bagatelizowano problem, lecz kiedy okazało się, że zbiera śmiertelne żniwo a w szpitalach zaczęło brakować miejsc, państwa sukcesywnie zaczęły organizować front walki z groźną chorobą, która przede wszystkim najbardziej zagraża starszym wiekiem. A zatem prezesie uwaga.

W poprzednim felietonie sygnalizowałem problem i liczyłem, że żużlowy panteon podejmie mądrą taktykę wobec zbliżającego się niesamowitego sezonu. Zresztą każdy projekt z zewnątrz bazy, jaki by nie był, jest wyraźnie “olewany”, powielanie zadrosnych twarzy, pomysły odrzucane jak zaraza. Panowie vel działacze zrozumcie wreszcie, że nie jesteście niezniszczalni i będziecie trwać w okopach aż do ostatniej kropli wody.

SPORT jest dziedziną, która bez kibiców umiera, oni dają moc, tworzą spektakle. Nigdy nie będziesz szedł sam… słynny hymn piłkarskiego Liverpoolu bije jak dzwon! Jak wypełnić pustkę? Światowa gospodarka, finanse przeżywają ciężkie chwile. Straszne w wielu przypadkach. Zdrowie, życie ludzi zostało wystawione na próbę wojny z koronawirusem. Raczej zdeterminowany bój o przetrwanie. Obyczajowość, tradycja, przyzwyczajenia są elementami, które wtopione w codzienność wydają się nie do ruszenia. Los jednak zawrotnie, bez ceregieli weryfikuje harmonogramy, przyspiesza czas, nie liczy się z nikim i niczym.. “Będę zabiegał o kibiców na trybunach…” Litości. A kto zabezpieczy i zagwarantuje zdrowie, życie…? Sprawiedliwie.

Koronawirus dotarł do Polski i wywraca nasze życie skutecznie. Sport nie jest pod specjalnym nadzorem, jak każda inna dziedzina naszego bytu, muszą być decyzje, które mądrze wybiorą z troską o dobro. Wspólne DOBRO. Empatia, finanse są bezcenne.

Oglądałem onegdaj dramatyczny, fantastyczny mecz Ligi Mistrzów w Liverpoolu, gdzie The Reds przegrali z Atletico Madryt. Ten pojedynek odbył się przy pełnych trybunach/?!/, chyba już ostatni w takiej konstelacji mecz LM: przyjechało ponad 4 tysiące Hiszpanów. Głupota będzie drogo kosztować. Włoska liga piłkarska odwołana, konkursy skoków narciarskich o MŚ zakończyły sezon w Norwegii, oświadczono słusznie, że trochę za późno. Tak. Koncerty, imprezy są odwoływane. Na kiedy? Tego nie wie nikt, nawet niebiosa. Na rynku żużlowym robi się lament a ostateczne decyzje ligowe zapadną w tym tygodniu. Wkrótce premiera sezonu, sparingi drużyn zostały odwołane do końca marca. Nie łudźmy się, tsunami wirusa paraliżuje bezlitośnie, nie oszczędza nikogo. W dalszej perspektywie sezon mistrzostw świata i premiera/ok. 50.000 fanów/ w Warszawie pn. Grand Prix, na Stadionie Narodowym. Ktoś palnął, też prezes ale innego fasonu, że nie wyobraża sobie tego turnieju bez udziału publiczności. A wyobraża skutki pandemi? Nawet VIP –y muszą być pokorne. Nie chcę być złowieszczy, ale chwieje się mocno kalendarz imprez motorowych, marka KIBIC leci na łeb na szyję, a ZDROWIE drożeje jak dolar. Giełda rozmaitości naszej codzienności zmienia obraz. Matowieje tło. Kalejdoskop wydarzeń zacznie chyba hulać bez reklam. Panowie –  umiejętność przewidywania powinna być nominowana na skalę Nobla. Kto szybko daje, dwa razy daje. Ktoś kiedyś mnie obśmiał za ten wers, chytrość go zgubiła.

Szef światowego żużla Armando Castagna mieszkający w najbardziej zagrożonej części Włoch/ północ/, ba, Europy, już puścił sygnał na łamach londyńskiej “ Speedway Star” dotyczący serialu Grand Prix. Armando and company, idźcie po rozum do głowy i zróbcie wreszcie rewolucję; ograniczcie liczbę turniejów, 3 -4 z finałem! BSI da radę, tyle lat brali, mogą raz dołożyć. Krach dotknie innych, potrzebna odwaga i stanowczość.

Nagle kluby płaczą, że zbankrutują bez kibiców a tak prawdę mówiąc, czy kokietowali  bez fałszywek, życzliwie, fanów? Tłumy płaciły, solidarnie, nie raz, nie dwa sugerowałem, że kibiców trzeba dopieszczać…Wszak dają na klubową tacę. Teraz same maski nie wystarczą, nadal mamy brudne foteliki, toalety krzyczące o pomstę, a na mydle nie można się poślizgnąć. Brak samokrytycyzmu rajcuje pychę. “Misiu” tylko kasa?

Trudna piekielnie sytuacja bez wystrzałów i bomb. Oto błyskawicznie napłynęła chińska fala Wuhan i zrobiła ferment jakiego do tej pory świat nie widział. W mega rozmiarze, bez granic, bez szacunku dla każdej populacji, płci i wieku. Wyroki zapadają drastyczne.

Komunikaty codzienne nie są optymistyczne, speedway nie jest osamotniony, inne sporty zmuszone obiektywnymi warunkami podejmują bolesne decyzje. Dla każdego, bo kibice dla sportowców są porywającą rzeką emocji, dają siłę. Bez nich stadiony są martwe, przypominają treningowe sesje. Już zrobiło się szaro, nijako, bezdusznie. Przeczekać? Straty warto obliczać, one już są i nie będą maleć, bo WHO nie widzi na razie kresu dramatu. Oglądałem w TV mecze przy pustych trybunach, bezpłciowe, sportowcy w takiej aurze tracą animusz. Siedzenie w domu jest okupacją telewizji, radia. Drastyczne kwarantanny wywołują arytmie serca. Liczy się jednak finał. Jaki będzie?

Jak aranżować widowiska sportowe, z czego zrezygnować, a co ocalić. Decydujcie.

Błąkają się myśli rozmaite, kalendarz żużlowy musi być zweryfikowany, przekładanie imprez ma drugie dno, bo zabraknie dat. Polski speedway liczy na cud, trwa ciąża decyzji, gdyby żył Rościsław Słowiecki, którzy rządził ongiś żużlem, mielibyśmy już jasność, nie konsultował kto/ Jerzy Szczakiel/ ma pojechać z Andrzejem Wyglendą w finale MŚ par w Rybniku w 1971 roku. Arbitralnie podjął decyzję/taki był/ i obaj wygrali. Słaby zawsze szura nogami. Medytuje a pociąg historii nie czeka i odjeżdża bez gwizdka. Tematy zastępcze cechują charaktery o wątpliwych postawach. Brrr…

Ograniczenie serialu GP jest szansą na jego…  prestiżowe wzmocnienie. Odwołanie bzdurnego turnieju Pucharu Narodów zbawieniem, bo ta impreza jest powszechnie krytykowana, wyrzuciła za burtę atrakcyjne drużynowe mistrzostwa świata. Nikt nie będzie beczał po odwołaniu, wręcz odwrotnie. Czasem los nagle weryfikuje głupoty.

Historia pokazuje, że podejmowane strategiczne decyzje/ jak na wojnach/ albo przegrywają, albo wygrywają batalie. Kompromisy zostawiają niedosyt. Ból głowy.

SPEEDWAY ekscytujący w swoim wizerunku, tradycjach, emocjach, szalonej popularności w polskiej egzystencji musi za każdą cenę przetrwać wirusową nawałnicę; futbol, F- 1, inne dyscypliny sportu, elastycznie zareagowały, bo balansowanie na krawędzi życia i śmierci nie ma sensu. ROZUM jest darem. Na spowiedź przyjdzie czas.

F. Getty

Patagońskie flaki

Lekarz chwali lekarza, adwokat popiera adwokata, dziennikarz dziennikarza, celebryta uznaje za genialnego innego celebrytę. Świat się kręci, koniunktura narcyzów zżółconych bezkrytycznie, wazelina nie spływa i plami jak atrament. A lekarza oceniają pacjenci, adwokata klienci, dziennikarza czytający, celebrytów zwyczajność charakterów. Świat się nie kręci, świat plącze mentalnie między rozsądkiem a głupotą i zachwytami nad sobą ludzi  bezczelnych i sprytnych, którzy uważają się za inteligentnych. Sami o sobie. Sami swoi. Czy chleb jest dobry ocenia ten, który przyjdzie po zjedzeniu bochenka po następne… Nie prawię morałów ale uwielbienia panoszą się wokół niczym wirusy. A speedway jest? Amokiem? Pigułką, która uzależnia od pierwszego wejrzenia obojętnie jaka sytuacja? Adrenalina. Gold wirus.

Speedway ma swoje uroki i cienie, jest niszowym sportem, lecz fantastycznie popularnym w Polsce. Taki polski smakołyk sportowy, podniecający, wciągający jak gąbka wodę. Niszowy, mocno podkreślam! Raz po raz ktoś próbuje epatować innym nazewnictwem,  gdyż przy dużej oglądalności żużel made in Poland zajmuje swoje miejsce w szeregu wysokie ale nie jest takim sportem powszechnym, znów podkreślam.  Rozległym w obszarze społecznym. O tym decyduje wiele szczegółów, choćby i fakt, że  np. pokopać piłkę można na plaży, podwórku, leśnej polanie. Pojeździć na rowerze, zagrać w kosza, siatkę. Eko i nie tak drogo. Czy młodzi chłopcy garną się do żużla? Mimo talentów rangi zdrowego Australijczyka Darcy Warda, który uległ tragicznemu wypadkowi, nie ma takiego pędu jak dawniej, nawet w Polsce. W państwach dawnej struktury politycznej i gospodarczej /środkowej, wschodniej Europy/, uprawianie jakiegokolwiek sportu było także awansem życiowym, ustawiało finansowo przy sukcesach sportowca, dawało splendor, popularność i możliwość zwiedzania świata. Czasy tamte zostały skasowane, trzeba być wybitnym by zaimponować, nawet średniak w żużlu mimo kochania tej dyscypliny ciężko haruje i ma alternatywę, innego wygodniejszego życia. Przyjemności bez ryzyka utraty zdrowia a nawet życia. Wypadek Darcy Warda, zawodnika o kapitalnej charyźmie podciął skrzydła żużlowi, bo można być mistrzem, aktorem ale nie przyciągać do siebie, wskutek nie akceptowanych ułomności charakteru. Zawodnik porywający tłumy otwiera szansę dla dyscypliny, podnosi ją wyżej i wyżej, tak jest w każdym sporcie. Dotyczy ta kwestia zarówno okresu uprawiania sportu i po zakończeniu kariery. Bezcenne wartości. Trzeba ciężko zapracować na miłość kibiców. Oni są wiernymi i surowymi recenzentami. Speedway ma takich fanów, których wiedza o dyscyplinie o zawodnikach siedzi głęboko w głowach, oni imponują mi od młodości, korygowali w mojej skromnej działalności obiektywnie. Cenię uwagi, bo czym człowiek starszy tym mniej wie… Robiłem błedy i nadal popełniam. Mówię o sobie, no tak… uczyłem się kiedyś od starszych teraz od młodszych i szanuję mądrzejszych, dają moc kreatywności. Przepraszam za wątek osobisty, w sezonie nie ma czasu na wynurzenia, każdy je ma, robi rachunki sumienia bezwiednie,; w czasie długiej jazdy autem, w zamyśleniu nad losem, byle gdzie. Myślenie prowokuje, inspiruje. Przypomina.

Speedway światowy, polski jest barwną kroniką. Historia fascynacji, wzruszeń, szalonych jazd.

Zasłyszałem nie tak dawno o jakimś pomyśle turnieju Grand Prix w Argentynie, podobno czeka Patagonia. Czy taki pomysł Armando Castagny, średniej klasy przywódcy światowego żużla podnieci ludzi zakochanych w tangu? Wątpię, to będzie trudny, międzykontentalny incydent dla miejscowych, którzy uwielbiają futbol jak religię a mają obecnego papieża Franciszka w Watykanie. Tango, czerwone wino i steki, taniec  erotycznie przytulających się ciał, wyprawa żużlowa w rejon świata, gdzie Buenos Aires jest perłą a junta dawno przestała gnębić ludzi. Buenos… Nice. Będziemy może mieli Patagonię na żużlowej mapie, a … nie mamy odnowy bałkańskich turniejów. Oceany ale nie bliskość Morza Czarnego, bułgarskiej przygody, rumuńskiego ścigania. Nie szukajmy aż tak daleko, bo Półwysep Iberyjski jest także blisko i panuje cisza. Mamy oto wspaniałe otwarcia sezonu międzynarodowego w Warszawie, gdzie Stadion Narodowy zgarnia ponad 50 tysięcy ludzi! A powrót do żużla zwykłego w stolicy, który był na Skrze, Gwardii przypomina walenie młotem w skały. Mamy swoją, inną “Patagonię” przecie… Flaki po warszawsku. I seta. Wiem, gdzie tak podają… w naszej stolicy. Luksus dla niezmanierowanych. Zresetowanie żużla w stolicy trwa bezradnie bez wsparcia.

Polska Ekstraliga, jeszcze pierwsza Nice wywołują emocje szalone, silne przeżycia, dramatyczne mecze w końcówkach, tylko u nas, przy okazji uczy się międzynarodowa młodzież, chce jeździć za małe pieniądze, bo tam, skąd pochodzą nie ma takiej możliwości rywalizowania. Ekstraliga wysublimowała się na poziom elity, lansu szpanowania. Chciałbym, ba marzę, aby speedway wrócił do atmosfery brytyjskiej ligi sprzed lat… Charm. Przyjeżdżali wszyscy, którzy chcieli ścigać się w spektaklach żużlowego Brodwayu.  Teatr. Magia. Nisza, ale wyłączność na doznania. Bez miłosnych gier, na żywca do upadłego. Nie było szalonych funtów, tam była sportowa “orgia”, która wciągała jak obrazki szkockich jezior. I ja tam wtedy byłem, widziałem, opisywałem, lecz nie miałem dystansu, myślalem, że to normalność, która nigdy nie zniknie; jak piłkarskie, angielskie, klubowe, słynne marki; uwierzcie ani mi do głowy nie przyszło, żeby myśleć o regresie. Naiwność upojna widowiskami wzruszeń niesamowitych.

Przeminęło z wiatrem… Snuje się mgła. Atmosfera pozostaje przeszłością.

Jest nowa wizja. Argentyna niemal na końcu świata. O, przypominam sobie, mam kasetę z Los Angeles, z finału światowego indywidualnego, gdzie Bruce Penhall/ USA/ wygrał kontrowersyjny wyścig z Anglikiem Kenny Carterem/ wyspiarz potem zastrzelił siebie i żonę/, scenariusz – hollywoodzki. Horror. Organizatorzy urządzili turniej w 1982 roku bardzo obrazowo, w westernowym stylu, bo to Kalifornia i olimpijski stadion Coliseum, dwa razy letnie igrzyska z polskim złotem. Było w roku 1982 filmowo, brakowało tylko Johna Wayne’a, jeździły dyliżanse, sexi girls, sceny naturalne, typowe dla Kalifornii. Zamknąć oczy i otworzyć? Teraz, obojętnie, gdzie jest lokowany turniej Grand Prix mamy prawie to samo menu a wciąż marzę o wyjątkowości, oryginalności. Bez niszy, przenika  swoiste, uparte “disco polo”, lecz kibice są już zahartowani, ich wciąga ściganie. Zabawa gwiazd. A niech tam Castagna chwali Castagnę, Iks Igreka i omijam chwilowo polski grunt. Wiecie… grunt to zdrowie.

Zasady Zasady

 

 

Wiecie o kogo chodzi w tytule? Nie? A może jednak? Wiecie, wiecie. Miałem dużą przyjemność być na urodzinach legendy światowych rajdów samochodowych, wielkich imprez kontynentalnych, od Ameryk obu po Antypody. SOBIESŁAW ZASADA skończył 27 stycznia 2020 roku 90 lat!!! Mistrz trzyma się bardzo dzielnie razem z żoną Ewą, która na początku wspaniałej kariery /państwa Zasadów/ była jego pilotem a Rajdy Monte Carlo wiecznione filmowymi kadrami. Kiedy w Polsce samochód był powszechnie nieosiągalny Sobiesław Zasada wygrywał rajdy. Był wzorem sportowca, także potem przedsiębiorcy o randze światowego uznania. Piszę o tym, bo MISTRZ jest ikoną sportów, gdzie silnik oraz inteligencja i oczywiście talent mają znaczenie kolosalne. O sukcesach Sobiesława Zasady mówiły, pokazywały i opisywały światowe media, największe agencje. Ameryka Południowa, Północna, Indie, Australia i niesamowite, dramatyczne rajdy Safari, gdzie trudności piętrzyły się na trasie natychmiast. Zasada miał, wypracował, upowszechniał kanony jazdy, zainteresował się sportem samochodowym w 1945 roku i potem tak poleciało, jak pokonuje się odcinki specjalne. Szybko, jeszcze szybciej. 90 urodziny Zacnego Jubilata, który rozbujał sporty motorowe w Polsce jak nikt inny, były wydarzeniem nie tylko towarzyskim – w   Krakowie i Warszawie. Mistrz jest w dobrej kondycji, nie traci wigoru, jest przykładem człowieka życiowo spełnionego. Steyer Puch, małe autko na oblodzonych, krętych trasach Rajdu Monte Carlo przejeżdżało sprytnie niczym maskotka kasyna księcia Rainera. BMW i Mercedes świetnie wykuwały dzięki talentowi Polaka cenzus marek jeszcze potężniejszych. Argentyna triumfalna impreza i dla polskiej emigracji także, gdzie czerwone wino miesza się z tangiem a Buneos Aires przyciąga gwiazdy z nieba. Cudownie. Safari niesamowite w gatunku afrykańskiej przyrody, dzikiej, nieufnej dla rozpędzonych aut. Zasada dawał radę, kiedy wsiadł po raz pierwszy do Mercedesa, pozostał już w nim do dziś. Pamiętam ikonowe Rajdy Żubrów dla weteranów rajdowych na trasie Kraków- Zakopane. Jesienią zasłużonym mistrzom czterech kółek kłaniał się Giewont z szacunkiem. Wiek startujących nie grał roli, liczyła się miłość do aut.

W konstelacji kilkuset gości urodzinowych rozmawiałem chwileczkę z Mistrzem, który poprzez cenne wydawnictwa uczył rodaków jeżdżenia, jakie trzeba mieć zasady bycia bezpiecznym kierowcą, nie ryzykować szybkością, rozważnie siadać za kółkiem. Te porady Sobiesława Zasady są jak przykazania, zwłaszcza teraz w buszu rozpędzonych aut na oślep i kierowców nie zdających sobie sprawy, że samochód jest “narzędziem”, które może być uciechą ale i poprzez głupotę udręką i klęską. Zawsze potrzebna jest wyobraźnia, gdyż jej brak niweczy czasem wszystko. Hamulce, nawet jak ich brak,  muszą działać inne, rozumne. Kariera Jubilata potwierdza talent i solidność, pracę.

Jak blisko żużla są rajdy samochodowe, wyścigi F- 1? Tam, gdzie człowiek dysponuje silnikiem i decyduje o szybkości musi być zakodowana mądrość wykorzystania mocy i poszanoawnia rywali. Ot, co; 90 lat wirtuoza kierownicy, mistrza sportowej fascynacji, kariera zwycięskich rajdów długodystansowych jest przykładem także na to, jak żyć w symbiozie adrenaliny z rozumem. Wygrywać, perfekcyjnie dojeżdżać do celu.

Te słowa świadomie lokuję na żużlowy rynek. Ruszamy. Oto moje małe Safari.

Szumi. Zgrupowanie reprezentacji, nominacje kadrowe i jubileuszowy, 30. Plebiscyt “Tygodnika Żużlowego” w Lesznie i w koronie złotej Bartosz Zmarzlik. Dzięki klimatowi już coraz bliżej do wiosny, pierwszych treningów na naszych torach, co stosunkowo jeszcze nie tak dawno było rzeczą niemożliwą. Absolutnie. Ocieplenie globalne nie zmienia koloru trawy. Zielono. Już sygnalizują kolejny Memoriał Edwarda Jancarza w Gorzowie Wlkp. To koniec marca a styczeń za nami, czas nabiera rozpędu. Liga. Sól polskich torów żużlowych. W maju warszawska Grand Prix, na Stadionie Narodowym, która hucznie otwiera sezon międzynarodowy. Turniej dla ponad 50 tysięcy widzów, radosne święto, bo wszyscy, żużlowi Polacy to jedna rodzina. Tam tak jest, wielki festyn i spotkanie towarzyskie wielbicieli speedway’a z różnych stron.

W kontekście rozmaitych spraw jeden wątek, nazwę go porządkowy jest potrzebny. Przed wielu laty na murawach stadionów żużlowych było wielu różnej maści ludzi, sam tam bywałem i przestałem. Sporo fotereporterów. Dziś jest porządek. Organizatorzy mają kodeks kto może a kto nie może tam być. Porządek musi być i bezpieczeństwo. I bez celebrytów wykorzystujących swoje słabości, pieszczących kompleksy na siłę.

Futbol. Jakoś nie wyobrażam sobie, aby obok ławki trenera Juergena Kloppa z Liverpoolu kręcił się, hasał jak nowicjusz prezes tego zasłużonego klubu. A w przerwie meczu w szatni np. prezes Realu Madryt sprawdzał buty zawodnikom. Ani Milan, ani Legia, ani Barcelona, ani Lech. Speedway  “kręci” nie od dziś prezesów, byłych, obecnych, jest jakby dźwignią, pomostem do “rozwijania” karier, czasem zwykłą ludzką próżnością pokazywania się na ekranie telewizyjnym, wpychania twarzy między trenera a zawodników. Parcie na szkło niebotyczne. Nie wypada, śmieszne. Nie wymieniam nazwisk, znane, recydywa, rodo ochrania; nie mam złudzeń, że sami zrezygnują ze swoich aspiracji, sztucznych ambicji. Każdy powinien wreszcie zrozumieć swoje miejsce w szeregu, w życiu, na stadionie. Prezes nie prezes, bo konieczny jest porządek i nie można biegać po parkingu szukać kamery TV, by uwiecznić swoją face. Małostkowość.

Ekstraliga SA zarządza porządkiem w najwyższej grupie rozgrywkowej. Dużo zrobiono, można więcej. Zaczyna się powrót do piłkarskiej Ligi Mistrzów i tam znów zobaczymy jak zwodnicy drużyn, sędziowie idą do prezentacji trzymając za ręce dzieci. Obrazki jakby pocztówki do ramek. Często tak zaczynają się kariery, wciąganie do sportu, małych, dużych, całych rodzin, talentów wyłuskiwanie. Monituję raz jeszcze o podobny zwyczaj w polskim żużlu, choć moje sugestie rozbijają się o jakiś mur niezrozumiałej niechęci, dlaczego? Trochę empatii, zwyczajnej dobroci, serdeczności na początek ekstremalnego wydarzenia. Nie pokazujmy suchej dominacji jednych sortów nad drugimi, niepotrzebnie, bo wzruszenia potrzebne są każdemu, bez okazywania wyższości. Sport powinien być przykładem jedności i równości. A dzieci? Nadzieja, przyszłość, niech wciąga ich pasja od zarania! Niech spełniają marzenia; bywa, że przechodzą do historii, bo “ kiedyś za rękę, jako małego chłopca, wziął mnie mistrz nad mistrzami i chciałem takim być” – powiedział mi złoty olimpijczyk. Piękne? Realne pragnienie, jak zdobycie autografu czy selfie. “Dotyk wrażeń” procentuje w życiu. Otwiera bujnie kariery.

Za półtora miesiąca speedway będzie na obrotach. Co nawinie sezon? Wróżenie z kart nic nie przyniesie, gdyż życie tradycyjnie jest niespodzianką, niczym groźny chiński wirus, na który obecnie trzeba mieć mocne baczenie. Obrona staje się chwilami atakiem a tego uczy przecież sport, więc warto mieć charakterne zasady.

Plebiscytowy himalaizm

Noble, Oskary, Globy, Orły, Lwy, Niedźwiedzie, plebiscyty, kryształowe kule, słowiki.

I jeszcze ruletka, i jeszcze hazard kasyn od Las Vegas po Hongkong. Wenecja, Berlin, Sztokholm, Hollywood, Warszawa, Gdynia, Leszno. Loterie mieszają się ze szczęściem. Gramy, wybieramy, uzależnia hazardowanie bez opamiętania. Brniemy, wygrywamy, przegrywamy, kochamy plebiscyty czyli rodzaj zabawy, czekamy na filmowe Oscary.  Królewska, szwedzka ekipa pod wezwaniem Nobla wskazuje wybitne osoby w poszczególnych przedziałach życia od literatury a na naukach ścisłych kończąc. Prestiż jest potrzebny światu, ta szalona brand, marka, szacunek za osiągnięcia  w sporcie koronują najlepszych asów. Celebracja niebiańska, kreacje, nerwy, zapach blichtru. Normalność zostaje w toalecie. Ceremonie niecodzienne, strojne z poniżaniem ubóstwa.  Budujemy autorytety, krytykujemy, godzimy się na wybory a laureaci przeżywają  swoje najlepsze dni. Blask potrzebny od czasu do czasu, barwa uroczystości, gdzie skromni ludzie kreowani są na bohaterów naszych czasów i następnych lat dla potomności. Niepokonani. Także przegrani. Zwycięstwa i porażki mają smak marcepanu i piołunu.

Łatwo czasem wejść do historii, trudniej z niej wyjść. Nie zawsze udawanie palenia cygar nobilituje, raczej lans taniego pozerstwa i opera mydlana za 3 grosze. Elegancja miesza się ze słomą, zapach perfum z wytryskami szampana. Twardziele na miękko.

Wybieramy człowieka roku i sportowca roku, złote myśli i brudne powiedzenia. Pisma, regiony chcą mieć liderów minionych miesięcy. Wybieramy najlepsze balkony i domy,  samochody i marki najbardziej trwałe. Najlepsza rola aktorska i zwyciężczyni festiwalu piosenki bez granic. Każdy przełom roku karmi nas wyborami różnej fascynacji, kontrowersji. Emocje i przygryzanie warg są oznakami ambicji, arytmii serc.

Przez blisko 30 lat byłem świadkiem wyborów w opiniotwórczej wtedy, ogólnopolskiej sportowej gazecie, najlepszych sportowców. Byłem blisko tych wyborów. Konkurencja stołeczna miała plebiscyt z bogatą historią. Różnica pomiędzy plebiscytem a wyborem redakcyjnym, sugestiami czytelników była taka, że w tym pierwszym przypadku dawniej listami, kartkami/ po ileś tysięcy przychodziło np z jednej miejscowości na jednego idola/ a dziś smsami wybiera się tych najlepszych. Wybory przez Jury czy Kapitułę mają inny charakter, nie grzeją się telefony. Nie ma ustawki, decyduje potrzebny w upiornej fascynacji rozum. Nie ma populizmu, może notujemy mniejszą adrenalinę a więcej oferujemy racjonalizmu. 85 lat istnienia firmy plebiscytowej urosło w uwielbianą tradycję balu nad bale warszawskiej gazety sportowej nr 1 na polskim rynku. Szapoba.

Ten felietonowy wstęp przygotowałem w kontekście wyboru Bartosza ZMARZLIKA sportowcem roku 2019 w 85 Plebiscycie “Przeglądu Sportowego”. Z wyraźną przewagą wygrał gorzowski mistrz świata przed Robertem Lewandowskim, wybitnym, światowego formatu bramkostrzelnym, technicznym, piłkarzem Bayernu Monachium. Różnica pomiędzy tymi sportowcami polega nie tylko na wzroście i odmienności sportu. Futbol jest w świecie popularny, Lewandowski znany i uwielbiany; Zmarzlik został trzecim polskim żużlowcem, który brawurowo zdobył mistrzostwo świata. Kiedy pracowałem we wspomnianym dzienniku sportowym i prowadziłem wiele lat speedway, patrzono na mnie jak na desperata, szanowano z przymrużeniem oka, bo wtedy żużel PL nie błyszczał, walczyłem uparcie ale nie skrycie/ z sukcesami wspominam nieskromnie/ o rangę tego sportu, lecz każde niepowodzenie było radością obozu oponentów w stosunku do sportów motorowych. Z zazdrością kwitowano statystyki o dużej liczbie widzów na stadionach żużlowych, większej, niż na futbolowych meczach. Spotykałem się z opiniami, że kibice przychodzą ”tylko” na… wypadki żużlowe. Szpile wbijano, bolało. Wytrzymywałem. Kto mnie zna, nie dam się tak łatwo podeptać. Więc ciągle jestem, sam się dziwię czasami, respondenci “reanimują”.

Wszystko co piszę, poruszam w kontekście skromnej, lecz fantastycznej wygranej Bartosza. I frustracji zadufanych wielbicieli piłki nożnej. Jakby zatracili grunt pod nogami. Wojciech Kowalczyk, którego lubię słuchać, bo cechują go nieszablonowe opinie i gość wali prosto z mostu jak samobójca, były reprezentant Polski, olimpijczyk z medalem, mocno obraził w sieci laureata tegorocznego plebiscytu “PS”, postponując jego sukces a gloryfikując Roberta Lewandowskiego, jednego z najlepszych na świecie graczy  futbolowych. Radzę Wojciechowi Kowalczykowi by zrobił łyk zimnej wody i pojął, że to wierni kibice wybierają ulubionego sportowca a lobby żużlowe jest wielką, zgraną rodziną bez sierpów i młotów na stadionach czy “żyletach”. Nie grajmy na aferę.

Lobby piłkarskie jest inne od żużlowego, świat futbolu karmi się od dłuższego czasu transferami niebotycznymi, ryzyko… utraty życia na murawie jest prawie żadne, zaś na torze sekunda to wieczność i skazanie na udrękę. Speedway jest ekstremalny, wymaga umiejętności, zawodnik sam nie jedzie, dosiada motocykla. Wywyższanie jednych sportów nad drugimi przez ekspertów niektórych stacji TV czasami nabiera gatunku groteski. Przykra pycha i narcyzm wybujały. Nie wysilajmy się na oryginalność. Nic tak nie plami jak atrament, w przypadku obywatela W. K. to był chyba czarny i wylał się tam, gdzie mężczyźni zapinają spodnie. Paskudny pech. Sportowiec bruka sportowca. Czterokrotny mistrz świata w rzucie młotem wielce sympatyczny fighter Paweł Fajdek, który jest wyluzowanym, inteligentnym facetem, wydał opinię, że nie jest motocyklem Bartosza Zmarzlika, w którym można wymienić jakąś część, gdy motor nie jedzie. On /czyli obywatel PF/ musi liczyć wyłącznie tylko na swoje zdrowie. Jasne jak księżyc w pełni. Dlatego trenuje od RPA po USA/ Chula Vista/, ma super trenerkę i rzuca. Daleko. Młociarz liczy na młot a hokeista na kij, piłkarz na podbicie kontraktu, tenis ma szlemy a F-1 szykany. Piłkarz może tygodniowo, bez narażania życia, zarobić furgon tysięcy euro, albo więcej. W tenisie za 7 dni milion $, z białym ręcznikiem. Jest fajnie, prawda?

Przełom roku cechuje atrakcyjna taśma rozmaitych plebiscytów a nie zrównoważonych wyborów przez Jury czy Kapituły, gdyż nadsyłanie SMS – ów jest korzystne finansowo dla organizatorów. Nie ma życia bez bankomatów. Inflacja nie ważna, dolce vita.

Jeśli Grupa Speedway skrzyknie się w konkretnej sprawie, dojedzie medalowo do celu. Walka o zwycięstwo w prestiżowym plebiscycie “PS” rozgrywała się ostro pomiędzy Robertem Lewandowskim a Bartoszem Zmarzlikim. Wygrał skromny mistrz świata, złoty medalista, ponadto zwyciężył niepokorny speedway made in Poland – Stal Gorzów Wlkp. Piłka nożna potężna w swojej strukturze z kontraktami milionowymi w euro i dolarach, rozpieszczana bajońsko potknęła się na ostatnim wirażu. Lewandowski jest światowcem, stać go na szczere poszanowanie lauru kolegi z toru. Gratulacje dla obu.

I jeszcze jedno: mówi się, że królową sportu jest lekkoatletyka a nie futbol. Mamy rok olimpijski, letnie igrzyska w Tokio, mamy też mistrzostwa Europy w piłce, będą medale w Japonii, zaś futbolistów czeka trudna batalia zespołowa. Kapitan Robert wie co robi.

No cóż, motocykl okazał się plebiscytowo szybszy od najpiękniejszego gola. Tak kibice wybrali, do nich należały minuty bez dogrywki. Kartek nie było ani gwizdka, każdy schował w sercu swojego zwycięzcę, obojętnie od miejsca na podium. I czy jest ściganie w Gorzowie albo miotanie w Chula Vista, fani mają swoje bajo bongo.

Zmarł Roman Matousek, czeski żużlowiec/ ur. Slany/, miał lat 55 i bujną karierę na torze i poza nim. Był żużlowcem, który jeździł szatańsko, zamykano oczy, rozstawiał rywali i pędził przed siebie. Kontrowersyjny diabelnie, reprezentant Czech ale i sportowiec, który miał problemy z prawem. “Rumcajs”, którego nie można zapomnieć za jazdy; ściganie na krawędzi życia i śmierci. Charakter do walki obojętnie gdzie i jak. RIP.