Parasolki i golizna

„W maju jak w raju“ mówią zakochani. A niektórzy dodają przekornie „nie tylko w maju“.

Niech tak będzie.

Karuzela żużlowych widowisk i emocji zaczyna kręcić się coraz szybciej, nie brakuje wrażeń i nabieramy coraz więcej adrenaliny. Pompowanie trwa!

Serial Grand Prix miał premierę we Wrocławiu w 1995 roku i dobrze pamiętam jakie były nadzieje na nowy projekt, w którym uczestniczył duński internacjonał Ole Olsen. Angielska firma BSI i jej szef, który już sprzedał prawa do tej produkcji, bawi się teraz w odzieżowe ewolucje. Zarobił spore pieniądze niejaki John i na polskiej organizacji. Serial przechodził różne koleje losu, początki były siermiężne w tasiemcowym trwaniu imprez, choć część zawodników szybko brała prysznic, mogła pakować manele i jazda do domu. Wyeliminowano te szybkie „odpady“ i teraz mamy w miarę ukształtowany projekt serialu GP, który mimo wszystko w liczbie organizowanych turniejów wlecze się przez cały sezon plus minus z dwutygodniowymi interwałami. Mordęga. Kiedy już serial dobiega ¾ całości zmęczenie uczestników jest nadto widoczne i brak świeżości. Ten cykl nie jest okrawany a wręcz odwrotnie ciągle mamy plany jeszcze większej liczby imprez. Do upadłego? Można i tak. Jak nawięcej kasy Mr. Paul Bellamy? Ten gość zarządza turniejami GP i jest zadowolony. Ilość a nie jakość? Mnie to się nie podoba i już, bo wolałbym serial zwarty, żadna tam brazylijska telenowela, tylko coś takiego co zostawia raczej niedosyt, niż przesyt do cna.

A teraz coś lżejszego.

Pamiętam zgraną pakę polskich dziewczyn, bodaj rodowodu wrocławskiego, które na starcie urodą i kolorami niekoniecznie parasolek wskazywały, gdzie zawodnicy pod taśmą mają się ustawiać. Czy rozpraszały uwagę urodą i cielesnością? Zakontraktowano je nie tylko na polskie edycje GP, jeździły także poza rodzimy kraj i sławiły hasło, że Polki „grzeszą“ urodą na żużlu. A speedway idealnie nadaje się do pokazywania, co kobiety mają i gdzie, i czym tak naprawdę różnią się od płci brzydkiej. Ano różnice są kolosalne. Czy długość nóg ma wpływ na rozproszenie uwagi zawodników pod taśmą, zanim ona podniesie się do góry, a dziewczyny pokażą co mają do pokazania.

A więc pokazywałylecz ten udany team się skończył i mamy inne układy „ parasolek“.

Utarło się od dawna już, że na starcie mają być dziewczyny, pokazywać co mają najlepsze i trzymać kolorowe parasolki. I machać tymi parasolami i kręcić pupami, bo tak lubi męska część żużlowej widowni.

Niech tak będzie.

Czy na starcie mogą być tylko dziewczyny rozebrane jak należy i kusić walorami jakie mają? Pytanie retoryczne.

Specjaliści od technik pokazywania się na estradach nie zawsze upierają się na tym, żeby quasi erotyka była dominującą prezentacją na stadionie. Dlaczego nie dziewczyny w regionalnych strojach dla przykładu? Wychodzę na zgreda? Coś co kusi bywa zakrywane umiejętnie, takie są tajemnice emocji podsycanych przez kobiety. One wiedzą najlepiej jak skusić męski ród, od czasu raju, Ewy i jej jabłka podarowanego Adamowi. Jabłko nie było zresztą najważniejsze chyba wtedy. I tak jest do dziś.

Ogromnie mi żal cziliderek na żużlowych stadionach, które wyginają się na starcie w zimnie i deszczu. Wszystko co jest robione na siłę nie wywołuje dreszczy rozkoszy. One leżą gdzie indziej. Nie jestem zwolennikiem pewnego toruńskiego radia podnosząc temat golizny obok startowych maszyn na żużlowych stadionach. To nie tak. Podnoszę temat, bo widzę, że sztampa i rutyna wbiła się na dobre w speedway i wszędzie gdzie jesteśmy parasolki i dziewczyny skąpo ubrane dominują obok kierownika startu i oczywiście zawodników, którzy specjalnie nie mają czasu na ocenę tych, które wskazują im kolory. Daltonistów nie mamy w tej grupie.

Czy może być „grupa startowa“ mieszana czyli męsko – damska? Czy musi dominować płeć piękna odziana jak na Hawajach? U nas bywa zimno. I bywa, że leje deszcz.

A więc namawiam do złamania kodu zgranego już jak stuletnia karta. Mogą być dziewczyny ale czy zawsze? Obdzielmy wszystkich widzów sprawiedliwie.

Obserwuję ogólnie zjawisko zrutynizowanej organizacji imprez żużlowych i mało jest rozrywki towarzyszącej, zwłaszcza kiedy traktory równają tor a polewaczka go zlewa.  Nawołuję zatem do ożywiania zawodów, bo widzowie chcą zobaczyć obok sedna żużla także coś innego. Dla oka. Nie tylko piwo i grillowane jadło, potrzebne reklamy. Choć co to kiedyś Doda reklamowała? Lody, lody…

Brakuje doprawdy oryginalnych scenariuszy, które obok sportu mogą przyciągać widzów w różnym wieku. A więc? Konkurs na najlepiej zorganizowaną imprezę roku?

Porządkując sprawy żużlowych widowisk, żeby nikt nie odniósł wrażenia, że jestem przeciwny cziliderkom i dziewczynom na starcie, które skąpo ubrane wyginają się do kamer i publiczności bardzo zwinnie… Podniecenie bywa zdrowe, zarówno tym co dzieje się sportowo na torze jak i tym, co nie wiąże się ze sportem a raczej z tym, co opisywał psychoanalityk Freud. Bez kobiet świat byłby nudny, bez ich walorów jeszcze bardziej. Zawsze jednak trzeba wiedzieć, gdzie, co i jak pokazywać, umiejętnie i ze smakiem. Nie zawsze odkrywanie podnieca tak, jak przykrywanie tego, co od czasów raju podkręca emocje bardziej, niż marne czasami jazdy. Szaleństwa są widzom potrzebne ale muszą być wkomponowane w ramy jak obrazki. To tyle na dziś; nie tak znów goło, ale niech będzie wesoło.

Dodaj komentarz

Filed under lifestyle, życie

Z Leszna do stolicy? O tak!

Kwiecień plecień, co przeplata dużo żużla mało lata. Ta ostatnia sobota kwietniowa będzie bardzo ważna dla Leszna, kiedy odbędzie się Grand Prix Europy. Ważna impreza dla działaczy Unii, bo ostatni raz w kontrakcie, a czy w ogóle ostatni, nie wiem, bo nigdy nie mów nigdy; być może Leszno wróci jeszcze na arenę turniejów o mistrzostwo świata mając Jarosława Hampela i braci Pawlickich. Stadion Unii przed wejściem jest ozdobiony i upamiętniony pomnikiem Alfreda Smoczyka, legendarego szybkiego jak rakieta zawodnika, który zginął przed kilkudziesięciu laty, mistrza Polski a dramat rozegrał się na zwykłej drodze. Stadion wybudowany w epoce Edwarda Gierka na tradycyjne dożynki nosi imię Smoczyka, tamże rozgrywane są regularnie Memoriały Alfreda Smoczyka. W Lesznie wszystko zatem toczy się wokół „Smoka“ i niech tak będzie. Żużlowa kultura w tym mieście ma niepodważalny autorytet, podtrzymywana nie tylko przez „ Tygodnik Żużlowy“.

Interesy toczą się w Lesznie wokół speedway’a, podobnie jest w innych miastach wielkopolskich w Ostrowie Wlkp., Gnieźnie, Rawiczu, Pile. Kochanie żużla jest tam wpisane od wczesnych lat w życiorysy mieszkańców regionu. Przekonałem się niejednokrotnie o tym przebywając w różnych zakątkach Wielkopolski. Żużel jest tematem  sportowym nr 1. Kto nie lubi żużla lepiej niech nie dyskutuje o sporcie przy piwie w pubach Leszna, Rawicza, Gniezna czy Ostrowa Wlkp. Można dostać przy okazji ignorancji kopa tam, gdzie kończą się plecy.

Z tym lubieniem żużla jest podobnie w innych cześciach Polski, na ziemi lubuskiej, Podkarpaciu czy Pomorzu. Uwielbienie żużla duże i tak jest od wielu lat. Kolekcjonowanie miłości do tego sportu w rodzinach jest pielęgnowane, stąd od małego bakcyl wysysany bywa z mlekiem matki i pilnowany po ojcowsku. Futbol, gdzie jest kult żużla cierpi na niedopieszczenie, choć nie brakuje także obojniactwa sportowego i kibice  chodzą zarówno na speedway, jak na piłkę nożną.

Leszno żegna się z serialem Grand Prix; tam też były złote czasy w drużynowych turniejach o mistrzostwo świata. Czy rozstanie się z wielkim żużlem wyjdzie na dobre i za jakiś czas zapanuje głód na speedway? W przeszłości organizowano tu przecież finały mistrzostw świata par i drużynowe, nie wspominając eliminacji MŚ. Działacze dali radę za każdym razem a uczestnicy wywozili miłe przygody i wspomnienia.

Jak będzie tym razem? Miejscowy pupil Jarosław Hampel poobijany jest  po gorzowskim turnieju podczas konfrontacji polskiej drużyny narodowej z „resztą świata“. Dziką kartę dostał Przemysław Pawlicki i napewno da czadu na „ Smoku“, który zna od dziecka. Jest jeszcze Tomasz Gollob, który powinien dać sygnał dla konkurentów o swojej formie. Drugi turniej i początek sezonu daje nadzieję na jazdy może jeszcze nie tak sprawne, co przepełnione ambicjami i wolą pokazania się za każdą cenę. W premierze serialu w Nowej Zelandii wygrał obrońca tytułu mistrza świata Amerykanin Greg Hancock, drugi zameldował się  Hampel, trzeci były mistrz świata Duńczyk Niki Pedersen. A teraz? Gdyby Hampel załapał się na podium byłoby cudnie. Następny turniej GP jest w Pradze na Markete. Formę i emocje będą nakręcały ligowe mecze.

Mamy początek sezonu, jazdy bez zmęczenia i z siłą zaistnienia w elicie. Leszno oczekiwane jest z niecierpliwością, bo miejsce jest kultowe, choć sam stadion wymaga modernizacji. Są przecież inne stadiony spełniające wymagania wybrednych kibiców. Wielkość trybun nie oznacza jakości oglądania. Kibice jednak nie wymyślają, bo dla nich jazdy i emocje są priorytetem. Ważna oczywiście i pogoda, bo parasole na starych obiektach przeszkadzają w oglądaniu zawodów, nadal dach nad głową jest luksusem i dużo zależy od pogody na torze i na trybunach.

Serial GP napędzi się więc tradycyjnie szybko. A gdzie tam do października, daleko, wpierw jednak…

Z początkiem czerwca mamy wydarzenie sportowe w Polsce największe w historii, futbolowe mistrzostwa Europy. Wyzwanie niesamowite. Kiedy tylko skończą się wrażenia w piłce nożnej z końcem lipca mamy letnie igrzyska olimpijskie w Londynie. Duża zatem porcja emocji latem i trzeba zadbać by speedway nie zginął w natłoku szumu medialnego, bramek i medali olimpijskich. Dużo zatem zależy od postawy polskich zawodników, którzy powinni w tym trudnym roku wbić się w elitę innych tuzów sportowych aren.

Wspomniałem w tytule o Lesznie i stolicy. No tak, bo po futbolowym EURO – 2012 warszawski Stadion Narodowy może w przyszłym sezonie zająć pozycję Leszna i zorganizować turniej GP. Wszystko jest możliwe i warto zadbać o taką lokalizację, spektakularną i wizytówkową dla polskiego sportu. Z jednej strony żal, że takie kultowe Leszno żegna się z żużlowym szczytem, z drugiej satysfakcja, że można pokazać stadion piękny jak bombonierka i zaprezentować uroki stolicy bliskiej każdemu Polakowi.

Tak sobie myślę, jakże ogromny jest kalejdoskop lokalizacji turniejów GP; bo oto mamy dalekie, dziewicze nowozelandzkie Auckland i dużą Kopenhagę, eleganckie Cardiff,  urokliwą Pragę i elegancki Goteborg. Kiedy dojdzie Warszawa zrobi się jeszcze bardziej zróżnicowanie, ciekawiej na mapie serialu Grand Prix, który jednak zupełnie niepotrzebnie powiększa się o nowe miejsca, zamiast zadbać o wygodę i elegancję dla widzów. Czy to się komuś podoba czy nie… po prostu o zwyczajny lans.

Dodaj komentarz

Filed under kulisy, żużel

W Tarnowie

Dodaj komentarz

Filed under speedway, żużel

Już jutro w Tarnowie „ Szybkość nie wybacza nikomu“!

W niedzielę, 22 kwietnia wielki mecz o godz. 17.00 pomiędzy Unią Tarnów a Włókniarzem Częstochowa! Będę tam z moja książką i podpiszę dedykację każdemu! 160 stron opowieści i kulis żużlowego życia dostępne będą w klubowym sklepie. Do żobaczenia!

Dodaj komentarz

Filed under kulisy, ludzie, żużel

Szybkość nie wybacza nikomu: Marek Cieślak – Tak to bylo i tak jest


Moja znajomość z Adamem trwa ponad 40 lat. Był jedynym dziennikarzem, który przez lata rzetelnie zajmował się tematyką żużlową, pisząc do wielu wydawnictw, a przede wszystkim dla katowickiego „Sportu”. W każdy poniedziałek po niedzielnym meczu swoje pierwsze kroki kierowałem do kiosku, aby zakupić „Sport”, gdyż obiektywne opinie Adama były dla mnie i dla innych zawodników bardzo ważne. Spotykaliśmy się na wielu światowych finałach indywidualnych i drużynowych, gdzie mieliśmy okazję dobrze się poznać i dyskutować na tematy związane z „czarnym sportem”. Nie zawsze się zgadzaliśmy, ale na tym polega konstruktywna dyskusja. Przez ten długi czas byliśmy świadkami wielu historycznych sukcesów oraz tragicznych wydarzeń. Wspólnie tworzyliśmy historię speedwaya, ja na torze, a Adam piórem, relacjonując nasze zmagania z kronikarską dokładnością. Dlatego też cieszę się, że Adam spisał część historii, z którą będą mogli się zapoznać zarówno kibice, jak i młodsi zawodnicy, którzy często nie wiedzą, kto był pierwszym mistrzem świata i kto jeździł w ich drużynach przed laty.

Z koleżeńskim pozdrowieniem,

Marek Cieślak*

* Marek Cieślak — trener reprezentacji Polski, która trzy razy z rzędu zdobyła złoty medal drużynowych mistrzostw świata. Wychowanek częstochowskiego Włókniarza, wielokrotny reprezentant Polski, uczestnik finałów mistrzostw świata, trener kilku klubów, z którymi zdobywał mistrzostwo Polski. Startował w lidze angielskiej, wychował kilku znakomitych zawodników. W Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” został wybrany trenerem roku 2011. Cieszy się ogromnym autorytetem na polskim i zagranicznym rynku szkoleniowym.

Dodaj komentarz

Filed under ludzie, żużel

Marian Lichtman: Żużlowy Trubadur

Z wielką radością przeczytałem te słowa – dziękuję Marian!

Z Adamem poznaliśmy się pod koniec lat 60. To on zaprosił nas, Trubadurów, i Marylę Rodowicz na jubileuszowy koncert „Dziennika Zachodniego” (w 1970 roku). Oklaskiwał nas wówczas Edward Gierek, panujący nad regionem i Polską. Pamiętam, że poprosił nas w Domu Prasy, abyśmy grali ciszej. Tak też się stało, choć graliśmy ostro w komplecie (jeszcze wtedy z Krzysztofem Krawczykiem) i się podobało. Nagraliśmy piosenkę dla górników, zawsze przyjmowano nas serdecznie. Adam pokazał nam Katowice i Śląsk, także żużel, który uwielbia od lat. Przyjeżdżaliśmy wielokrotnie do Katowic i rozmawialiśmy nie tylko o muzyce, sporcie, było co zjeść i wypić. Bywają różne znajomości, nasza jest długa i bez „Wysokie płoty tato grodził…”.

Cenię Adama za jego profesjonalizm dziennikarza, komentatora, felietonisty, poety, znawcy sportu, muzyki i życia na serio z fantazją. Mieszkam w Danii i wiem, że Skandynawowie uważają polską ligę żużlową za najlepszą na świecie. Niniejsza książka Adama na pewno przybliży żużel nie tylko tym, którzy tak bezgranicznie kochają ten sport.

Polecam więc i trzymam kciuki za Adama!

Marian Lichtman, członek zespołu Trubadurzy

Dodaj komentarz

Filed under ludzie, żużel

Szybkość nie wybacza nikomu – nowa książka już za tydzień!

Już za tydzień dostępna dla wszystkich moja nowa publikacja. Dzisiaj, tytułem zapowiedzi, fragment wstępu…

Jeździłem z ekipami żużlowymi, obsługiwałem finały światowe od londyńskiego Wembley, przez Goeteborg, Monachium, do Katowic. Nazbierało się dużo wspomnień. Nie jestem z tych, którzy by je chowali pod dywan. Były turnieje dramatyczne, smutne i radosne. Polski speedway przeżywał różne koleje losu: raz pod wozem, raz na wozie.

Obecność polskich kibiców tam, gdzie dzieją się najważniejsze wydarzenia rangi światowej, jest znacząca. Biało-czerwone barwy są mocnym akcentem. Widać to również na zdjęciach w tej książce, których autorem jest Wiesław Ruhnke. W Polsce w ligowych rozgrywkach bierze udział światowa elita, a frekwencja na widowni jest imponująca. Adrenalina sięga zenitu. „To działa jak afrodyzjak” — mówią bywalcy stadionów. Żużel oglądany jest chętnie przez kobiety, na zawody przychodzą też całe rodziny. Polscy działacze organizują prestiżowe imprezy na wysokim poziomie i, nie tylko za sprawą Tomasza Golloba, coraz bardziej liczymy się na żużlowych torach.

Jestem recenzentem i świadkiem wydarzeń, skrzętnie odnotowuję to, co miłe i gorzkie. „Czarny sport”, jak nazywany jest speedway, w swojej szybkości czterech okrążeń ma dramaturgię często tragiczną, bo przecież szybkość nie wybacza nikomu.

Dodaj komentarz

Filed under historia sportu, speedway, żużel

Warszawa da się lubić

Gdzie lepiej robić eliminacje mistrzostw świata na żużlu? Na małych stadionach, ba! Stadionikach, w mieścinach czy metropoliach? Jest już zaliczona eskapada do Nowej Zelandii, którą można odnotować, że odbyła się w Auckland. Mamy to już za sobą; organizatorzy, zawodnicy, reporterzy i nieliczni fani. Daleka podróż dała raczej efekty takie sobie; bo kogo pozyskuje taka impreza na rubieżach świata?

Zawsze byłem zwolennikiem finałów mistrzostw świata na żużlu w oprawie miasta efektownego, gdzie promocja daje widoczne skutki. Londyn był unikalny a jeszcze do tego kultowe Wembley! To były czasy, wryły mi się, i chyba nie tylko mnie, w serce na zawsze. Urok miasta, omszały tradycją stadion i organizacja wynosząca speedway na wyżyny. Wembley przeszło do historii. Na Wyspach Brytyjskich zastąpione zostało sztucznym torem na ładnym walijskim stadionie w Cardiff. Zawsze co sztuczne, to sztuczne, blichtr nigdy nie zastąpi piękna natury. Anglicy próbowali jeszcze ćwiczyć, zanim wpadli na pomysł imprezy w Cardiff,  turnieje MŚ w Bradford na stadionie Odsal. Yorkshire, gdzie leży Bradford ma chwytliwe dla oka obrazy regionu, z prawdziwą Anglią a jeszcze w wiejskim wykonaniu rajcują nie tylko koneserów widoków.

Poszukiwanie miejsc dla eliminacji mistrzostw świata pod nazwą Grand Prix trwało i trwa, rzecz w tym, że nie jakość a ilość jest ideą właścicieli serialu pt. „Grand Prix Na Żużlu“. Toteż robili i robią gdzie popadnie. Wspominam zatem tęsknie Amsterdam czy Monachium, także Stadion Śląski w Chorzowie, gdzie uczestnicy „rządzili“ Katowicami. Te czasy się skończyły i nie ma w kalendarzu FIM malowniczego Amsterdamu, nie ma stolicy Bawarii z oryginalnym Stadionem Olimpijskim. No i  „Śląskiego“ dla żużla.

Nie powalczono o Rzym czy Barcelonę… Moskwę albo Paryż. Koniec kropka. Promocja utknęła w martwym punkcie, choć może uda się powrócić do Kalifornii.

Dobrze, że ostał się Goeteborg z Ullevi i Kopenhaga z Parken. Postawiłem już przysłowiowy krzyżyk na Stadionie Śląskim, bo jak na razie trwają przepychanki z dachem, który musi być pewnym dla widzów „parasolem“, bo już jedną tragedię niepodal tego obiektu na Śląsku przeżyliśmy, podczas wystawy gołębi.

Strategia organizatorów, dzierżawców serialu GP jest mało ekspansywna i mało porywająca. „Co ma być to będzie“ taka chyba dewiza pokutuje w zarządzaniu ludzi od wielkiego żużla w małym świecie.

Polska dzierży prym w organizacji imprez GP, bo ma ich aż trzy, czyli dominacja, która przecież nie zawsze jest dobra i mimo patriotyzmu wolałbym by turnieje były rozsiane po świecie a nie z powodów finansowych kumulowane w jednym kraju. Pokutuje przekonanie, że Polska przyjmie wszystko, bo speedway jest u nas jak narkotyk. Ciągle go mało, choć są symptomy, że może znudzić się wszystko, co jest w nadmiarze. Czy tak może być z żużlem w Polsce? Nie przewiduję na razie takiej wizji, bo kibice permanentnie są głodni tego „narkotyku“. Jak słabnie Tomasz Gollob, mamy Jarka Hampela i udanych juniorów, mamy złotą drużynę mistrzostw świata i ligę „ oblepioną“ kibicami na meczach. Fenomen popularności tego sportu na gruncie polskim nie ulega dyskusji. Polska specjalność od zawsze ale czy na zawsze?

W tym sezonie po raz ostatni organizatorem turnieju Grand Prix będzie Leszno.  Warszawa ma Stadion Narodowy, który po tegorocznym futbolowym EURO będzie szukał imprez. Ostatnio posłowie z branżowej komisji poparli pomysł organizacji żużla na tym obiekcie w ramach oczywiście Grand Prix.

Pomysł i ja popieram z całą moją skromną mocą, bo upatruję w tym szansę promocji żużla w stolicy, która kiedyś na Skrze miała nawet drużynę. Nadal w Warszawie istnieją zwolennicy żużla i podtrzymują intencje tego sportu w stolicy. Szanse są duże i może Warszawa podsyci ambicje innych stolic Europy by wjechać z hukiem żużla na salony. I w przyszłym roku obok Pragi z małym stadionem być może Warszawa będzie gospodarzem turnieju GP. Byłoby zajebiście. Pokazać stolicę uczestnikom GP, zaprezentować fanom. Komunikacja naszej stolicy ze światem bezproblemowa, świetne hotele, uciechy kulinarne oraz inne też w nadmiarze. I stadion chyba byłby najbardziej okazały w całym serialu SGP. Zaplanujmy, że w przyszłości mamy Warszawę z turniejem GP, mamy Toruń i… Gdańsk. Zawsze jeszcze będzie spuścizna po futbolowym EURO i czekają stadiony w Poznaniu, Wrocławiu. A może Ukraina skusi się na speedway w wydaniu makro? Marzy mi się również i taka wizja.

A na razie mamy przed sobą Leszno po raz ostatni w wydaniu GP, choć nigdy nie mów nigdy. Drugi zatem turniej GP 2012 po nowozelandzkim Auckland. Hampel będzie jeździł u siebie i mam nadzieję, że nie opuści podium. Ma ogromne szanse w tym sezonie na mistrza; ma już srebro i brąz mistrzostw świata i dojrzał razem z teamem na złoty medal. Eliminacji jest kilkanaście, sezon długi i trzeba mieć nie tylko kondycję ale i szczęście aby wjechać na ostateczne podium. Konkurentów ma zacnych. Jest przecież z rutyną Tomasz Gollob i jest niezmordowny obrońca tytułu Amerykanin Greg Hancock. I rozbudzony Rosjanin Emil Sajfutdinow, który już w debiucie miał przecież medal mistrzostw świata. A inni? O tak, są tacy/ Andreas Jonsson, Jason Crump…/ i myślę, że zmiana pokoleniowa na tym rynku jest przesądzona. „ Zabawa“ dopiero się zaczyna a koniec jesienny jawi się daleko na horyzoncie z emocjami, które wprawdzie trudno wiosną przewidzieć, lecz na pewno nie będą one obojętne dla serc. Adrenalina zaczyna pulsować!

Dodaj komentarz

Filed under speedway, życie